Ardanówka raz!

Bałkany mają swoją rakiję. Włosi uwielbiają grappę. Francuzi szampana. Gruzja czacz i wino. Zawsze gdy piję lokalne nalewki i alkohole, zastanawiam się, dlaczego polscy rolnicy nie wychodzą ze swoimi znakomitymi trunkami na wolny rynek. Tym bardziej że Polska od setek lat słynie z wytwarzania dobrych alkoholi. Baaa, przecież kiedyś był to nasz główny towar eksportowy.

Jak ze zdumieniem odkryłem podczas tych wakacji, nie tylko nauczyliśmy jeść Francuzów widelcem, lecz także natchnęliśmy mieszkańców łotewskiej Łatgalii do wytwarzania mocnych trunków. Do dziś pozostaje tego pamięć, gdyż rodzaj tamtejszego mocnego alkoholu określa się mianem smakovka, w czym pobrzmiewa nuta słowa „smakować”. Z okresów bytności Polaków z Łatgalii pochodzą również pierwsze wskazówki, jak należy walczyć z alkoholizmem. Mimo że od tamtego czasu minęło kilkaset lat, to jednak „smakovka” ma się lepiej niż jezuickie pogadanki o skutkach nadużywania. Co jednak jest popularne na Łotwie, u nas zanika. Oczywiście lokalne marki alkoholi istnieją, ale nie były dotąd szczególnie promowane przez rząd i w zasadzie musiały konkurować z koncernami o klienta. Dlatego cieszy mnie zapowiedź Jana Krzysztofa Ardanowskiego, który chce zmniejszyć o połowę akcyzę na alkohole wytwarzane przez rolników. Jeżeli to się uda, to będzie szansa, że nasi kreatywni producenci wyjdą z dotychczasowego cienia i rozwiną skrzydła. Mam nadzieję, że nie zabraknie ministrowi determinacji. Warto przełamać te bariery, bo wtedy przechodzi się do języka potocznego. Tak zrobił swego czasu Felicjan Sławoj Składkowski, organizując sławojki, czy Jacek Kuroń, któremu zawdzięczaliśmy kuroniówkę. Kto wie, może za 300 lat kolejne pokolenia będą pić ardanówkę?

 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: