Kara główna

Problem tli się od wielu lat. Terror osobników, których krajowym klonem jest aktualny Rzecznik Praw Obywatelskich, sprawia, że prawa zbrodniarza okazują się ważniejsze od praw ofiary, która nie żyje i nie warto się nią zajmować. Islamscy mordercy z Madrytu są od lat na wolności, a Breivik żyje w więziennym komforcie, podczas gdy mogiły jego kilkudziesięciu ofiar porosła trawa.

Może jest to stan zgodny z prawem, ale nie ze sprawiedliwością. Tu nie przekonują mnie głosy idealistów i pięknoduchów z papieżem na czele. Zmiana stanowiska w tym zakresie sprzeczna jest z Pismem Świętym i dwoma tysiącami lat historii chrześcijaństwa. Pozostawienie kary Bogu to w dalszej kolejności rezygnacja z jakichkolwiek kar, dzięki którym więzienia z wolna zmieniają się w ośrodki wczasowe utrzymywane przez społeczeństwo. Tymczasem liczba zbrodni rośnie, terror się wzmaga, resocjalizacja okazuje się najczęściej złudzeniem, a zwolnieni psychopaci mordują dalej. Przeciwnicy kary śmierci mają oczywiście rację, gdy mówią o możliwościach pomyłek sądowych czy szafowaniu nią na przykład za przestępstwa gospodarcze. To zostawmy Chinom. Jednak udowodnione wielokrotne zabójstwo czy zaplanowany terroryzm wymagają wkroczenia kata – alternatywą pozostaje bowiem praktyczna bezkarność albo sankcjonowany samosąd. Kara śmierci to nie tylko jedyna naprawdę skuteczna eliminacja najgorszych zagrożeń, to jednocześnie zadośćuczynienie ofiarom i ich rodzinom. To wreszcie przestroga czyniona w jedyny zrozumiały dla zbrodniarzy sposób. Nie jestem odosobniony w swoich przekonaniach, tylko co z tego. Świat żegluje w stronę przeciwną, a przynajmniej tak mu się wydaje. Czy jest więc jakieś wyjście? Jest. Posłuchać głosu Europejczyków. Zrobić ogólnoeuropejskie referendum na temat kary śmierci i uszanować jego wynik. Pogwałci to „wartości europejskie” – wydaje mi się, że nic takiego nie ma. Tym bardziej że w dalszej kolejności można zapytać o eutanazję, aborcję, prawo pederastów do adopcji...
[pozostało do przeczytania 3% tekstu]
Dostęp do artykułów: