Prawdziwa twarz cara

28 czerwca do polskich kin wchodzi głośny film dokumentalny Witalija Manskiego, zatytułowany „Świadkowie Putina”. Po raz pierwszy w dziejach Rosji możemy zobaczyć z bliska kulisy przejmowania władzy i oglądany zza kremlowskiego biurka moment przejścia od czasów smuty do rządów silnej ręki. Zderzenie nowoczesności z głęboko rosyjskimi archetypami władzy i poddaństwa robi piorunujące wrażenie.

Zaczyna się sielankowo – sylwestrowy wieczór 31 grudnia 1999 roku na placu Czerwonym w Moskwie. Leje się szampanskoje, ludzie postsowieccy uśmiechają się do kamer. Ale oto Jelcyn ogłasza swoją praktyczną abdykację. I oświadcza: do czasu marcowych wyborów pełniącym obowiązki cara ma być mało popularny Władimir Putin. W tamtym czasie Manski był szefem departamentu dokumentalnego rosyjskiej telewizji publicznej. Nakręcił propagandowy film o Putinie, który pozwolił Rosjanom poczuć, że oto znów u władzy jest ktoś, kto troszczy się o nich, kto przywraca siłę upadającemu państwu. Taki dokument rzeczywiście powstał. Pokazywała go niegdyś także TVP, nazywał się „Who is Mr Putin?”. A jednak po latach Manski przeraził się Putina. Posługując się metaforą: Manski nakręcił swój film „Kim jest Putin?” raz jeszcze. I tym razem już nie pod dyktando Kremla. Po to, żeby pokazać, dlaczego pozbył się złudzeń. Twórca użył w filmie mnóstwo niewykorzystanych wcześniej tajnych materiałów, pokazujących Władimira Putina w chwilach niezwykłej szczerości. Widzimy także Borysa Jelcyna i jego rodzinę w tym szczególnym momencie, gdy z politycznego piedestału zaczęła – nie wiedząc o tym jeszcze – spadać w dół.
„Świadkowie Putina” to film, który zrywa z tradycją wiernopoddańczego ukazywania rosyjskich carów przez intelektualistów.

„Świadkowie Putina”
reż. Witalij Manski, 2018 rok
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: