Częściowo demokratyczne państwo

Establishment III RP potrzebuje 4 czerwca 1989 roku jako demokratycznego mitu założycielskiego postkomunistycznej Polski. Ale temu mitowi trzeba przyglądać się bardzo uważnie, właśnie ze względu na wielką wagę tamtych wydarzeń. Wybory parlamentarne, przeprowadzone 4 i 18 czerwca, na zasadach przyjętych przy Okrągłym Stole, były bardzo ważne. Są jednak zbyt problematyczne na piękną, demokratyczną legendę.

Dlaczego? Aż nadto wpisują się w proces przepoczwarzania PRL w III RP, czyli metamorfozę, która dała postkomunistom nie tylko szansę politycznego przetrwania, ale sprowadziła na Polskę mnóstwo patologii, dysfunkcji i głębokich strukturalnych problemów. Te problemy znacznie przyczyniły się do naszego statusu „demokracji peryferii”, by użyć tytułowego określenia z książki prof. Zdzisława Krasnodębskiego, jednej z najważniejszych prac o polskich przemianach po 1989 roku i ich realnych społecznych, kulturowych, ustrojowych i ekonomicznych skutkach. 4 czerwca to niestety element układanki, tworzącej częściowo demokratyczne państwo kontrolowane przez nowo-stary establishment.

Sentyment i gorycz
Historycy i publicyści, świadkowie wydarzeń i ich zakładnicy, posiwiali demiurgowie transformacji i pokolenie urodzone już na przełomie ustrojowym – wszyscy na nowo, rok w rok, powtarzamy tę historię. Jedni z nieustającym zachwytem, inni – jakby smakowali piołun. Osąd nad historią płynie jak pełna meandrów rzeka – z oddali lepiej widać, jak zmieniały się myśli i oceny. Nie tylko wydarzeń, także tworzących je i miotanych nimi ludzi – dużo o tym wiedzą dawni i obecni przyjaciele Lecha Wałęsy. Nie będzie fałszem stwierdzenie, że u wielu z tych, którzy dziś są po stronie Prawa i Sprawiedliwości, 4 czerwca 1989 roku budzi pewien sentyment pomieszany z goryczą.  – 4 czerwca był klasycznym pojedynkiem. Rządzić i tak mieli komuniści. Ze swoimi stronnikami ze Zjednoczonego Stronnictwa Ludowego i Stronnictwa Demokratycznego, z...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: