Staruch pisze książkę w areszcie

Adwokat widział się już z wszystkimi, choć po ciężkich perturbacjach. W przypadku Staruchowicza i dwóch innych kibiców prokurator udzielił mu bowiem zgody na widzenie w areszcie przy Rakowieckiej, podczas gdy znajdowali się… na Białołęce i Służewcu. W efekcie do widzenia z dwoma z nich doszło dopiero po dwóch tygodniach. Bez możliwości widzenia adwokat musiał nie tylko ich bronić w czasie posiedzenia sądu, na którym zdecydowano o ich aresztowaniu, ale także napisać odwołanie od tej decyzji.

Fundacja Helsińska: to słaby dowód

Tymczasem z wniosku prokuratury o aresztowanie „Starucha” wynika, że miał on sprzedawać narkotyki „nieustalonego dnia”. – To zarzut absurdalny. Nie wiadomo, gdzie, kiedy ani komu. Nie ma też śladów, by narkotyki skonfiskowano – mówi mec. Wąsowski. Przypomnijmy, że Staruchowicza obciążył wypuszczony z więzienia świadek koronny.

Zdaniem dr. Piotra Kładocznego z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, jeśli to ma być jedyny dowód, to bardzo niewiele, by podjąć decyzję o aresztowaniu: – Wolność w Polsce jest dość tania. Trzeba postawić pytanie, czy prokuratura nie liczy czasem, że to dzięki aresztowaniu zdobędzie nowe dowody. Izolacja jest czymś bardzo dotkliwym. Bywa przecież tak, że by opuścić areszt, ludzie przyznają się nawet do czynów niepopełnionych.

Sprawa „Starucha” łamie konwencję europejską

Do chwili oddania tego numeru „GP” do drukarni adwokat nie otrzymał odpowiedzi na wniosek o zapoznanie się z aktami sprawy. To kuriozalne, bo art. 156 par. 5a kpk nakazuje prokuraturze, która występuje o tymczasowe aresztowanie, udostępnienie akt obrońcy „w części zawierającej dowody wskazane we wniosku o zastosowanie (...) tymczasowego aresztowania”. Prokuratura może odmówić tylko w bardzo konkretnych przypadkach, jak zagrożenie dla czyjegoś życia lub zdrowia albo groźba matactwa. Przysługuje na to zażalenie.

Tymczasem prokuratura w ogóle nie reaguje...
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: