Niełatwe jest życie pasera

Współczesna powieść sensacyjna (a jeszcze w większym stopniu film) cierpi na istotną dolegliwość, którą można nazwać rozbratem z prawdopodobieństwem. Dobry pomysł często nie wystarcza autorowi (a pewnie i jego agentowi) i zaczyna on potęgować zwroty akcji, nadzwyczajne zaskoczenia, mnożą się efekty specjalne, aż w którymś momencie tracimy możliwość identyfikacji z bohaterem, bo widać, że wciska nam się ewidentną bajkę. W tym kontekście fachura – John Grisham – ciągle okazuje się mistrzem, a jego „Wyspa Camino” jest czytadłem doskonałym.

Brawurowo zawiązana akcja – piątka kryminalistów kradnie w sposób precyzyjny i naukowy rękopisy Scott Fitzgeralda, po czym wpada, gdyż jeden ze sprawców skaleczył się na miejscu skoku, pozostawiając swe DNA – nieoczekiwanie zwalnia. Mogliśmy spodziewać się walki ze wspólnikami, kolejnych zbrodni, scen pościgu itp. Tymczasem na pierwszy plan wychodzi młoda, utalentowana pisarka Mercer – przeżywająca dołek twórczy. Służby poszukujące wartych 25 milionów dolarów rękopisów postanawiają wykorzystać ją w charakterze tajnego współpracownika. Jej zadaniem jest zbliżyć się do księgarza, antykwariusza, a zapewne pasera, który jest podejrzewany o posiadanie autografu Wielkiego Gatsby’ego. – Jak blisko mam się zbliżyć? – pyta bohaterka. – To będzie zależało od pani uznania. Powieść z twardego kryminału zmienia się w powieść obyczajową ze sfer artystycznych, pojawiają się watki romantyczne, a także dylematy moralne.

W tle sceneria Florydy, poplątane związki międzyludzkie i mnóstwo życiowej prawdy, która zwycięża nawet z nieprawdopodobieństwem sytuacji. Szczerze polecam!

John Grisham
„Wyspa Camino”
Albatros, Warszawa 2019
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: