Bez przebaczenia

Do rządów PiS-u przez lata przykleiły się tabuny ludzi doskonale czujących się w państwie Donalda Tuska. Wielu z nich po tym, gdy w 2015 roku PO i PSL przegrały wybory, nagle przypomniało sobie o dziadkach w Armii Krajowej i pradziadkach w Legionach Piłsudskiego, by tylko iść wyżej w hierarchii firmy albo utrzymać swoją synekurę.

Wielu z nich dziś w deklaracjach jest bardziej PiS-owskich niż PiS-owcy, ale z pewnością już zastanawiają się, co zrobić, gdyby przyszło zmieniać front. Już z pewnością szukają drugich dziadków w AL lub swoich nazwisk w „Resortowych dzieciach” Doroty Kani. Tak jak miałem pewność, że PiS nie będzie w stanie wyczyścić struktur państwa i ich przejąć, bo zabraknie mu ludzi i woli (osłabionej dodatkowo akcją „Misiewicze”), tak jestem pewny, że druga strona wytnie wszystko do białej kości, a w luki powsadza mariaż byłych UB-eków i tabuny latarników. Myślicie, że przesadzam? To przyjrzyjcie się, drodzy Państwo, przykładowi Ostrołęki na Mazowszu. Po zmianie władzy w strukturach miasta miotła już wygarnęła 40 osób. Jeden z pracowników miasta zginął w tajemniczych okolicznościach, których wyjaśnianiem zajmuje się prokuratura. Wygonione z siedzib zostały lokalne, działające od lat, stowarzyszenia, którym dodatkowo cofnięto wszystkie dotacje z Urzędu Miasta. Europejsko-demokratyczny zamordyzm wprowadzono w zaledwie 6 miesięcy. A skąd kadry? Ostatnio w Ostrołęce zmieniono kronikarza. Oczywiście bez żadnego konkursu i w niejasnych okolicznościach stanowisko otrzymał Antoni Kustusz, który zastąpił zajmującego się tym od lat 80. Czesława Parzycha współpracującego z Towarzystwem Przyjaciół Ostrołęki. Zmiana pokoleniowa? Nic z tych rzeczy. Pan Kustusz to rocznik 1948. Pochodzi z wylęgarni bezpieczniackiej kadry, ze Słupska. W uznaniu jego zasług w młodzieżówkach komunistycznych i Komitecie Wojewódzkim w Słupsku umożliwiono mu dalszą karierę. Skończył Akademię Nauk Społecznych w Moskwie, gdzie obronił pracę doktorską pod...
[pozostało do przeczytania 12% tekstu]
Dostęp do artykułów: