Putin woli Zełenskiego. Ale może się rozczarować

Rosja ostrożnie podchodzi do wyborów prezydenckich na Ukrainie. Oficjalne czynniki wstrzymują się z komentarzami i ocenami do drugiej tury, ale politycy z drugiego rzędu, media oraz eksperci nie kryją, że lepszą opcją dla Moskwy jest zwycięstwo Wołodymyra Zełenskiego.


Sytuacja nieco przypomina tę ze Stanów Zjednoczonych w 2016 roku. Dla Kremla ważniejsze od wygranej tego czy innego kandydata są: jak największa destabilizacja Ukrainy, skompromitowanie wyborów i demokracji, a w efekcie jak najsłabszy mandat nowego prezydenta. Najlepszym scenariuszem dla Kremla byłby chaos i uliczne protesty w Kijowie po II turze. Ale nawet jeśli do tego nie dojdzie, ewentualna zmiana ekipy w ośrodku prezydenckim, a za tym w powiązanych z nim wielu państwowych instytucjach, może wywołać tarcia i konflikty w ukraińskiej polityce. Im dłużej taka destabilizacja będzie trwała, tym lepiej dla Kremla. Szczególnie że na horyzoncie już start kolejnej kampanii – tym razem przed wyborami do Rady Najwyższej. Chaos może podsycić decyzja Moskwy o nieuznaniu wyniku wyborów prezydenckich.
 
Byle nie Poroszenko
„To najbrudniejsza kampania wyborcza w historii Ukrainy” – ogłosił Dmitrij Kisieliow. „Ukraińska policja zarejestrowała ponad 2000 fałszerstw” – to zaś przekaz głównego informacyjnego kanału Rossija-24. Moskwa szykuje grunt pod ewentualną decyzję o nieuznaniu wyborów. Będzie miała też pretekst – słaby, bo słaby, ale jednak – czyli nieobecność rosyjskich obserwatorów ukraińskich wyborów w ramach misji Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODIHR). Po tym jak Kijów zapowiedział, że nie dopuści do obserwacji obywateli Rosji, rosyjskie MSZ oznajmiło, iż „ze względów bezpieczeństwa” nie skieruje obserwatorów na wybory prezydenckie na Ukrainie. Projekt oświadczenia Dumy o nieuznaniu wyników ukraińskich wyborów był gotowy już 27 marca. Mówi on, że doszło do „wielkiej liczby poważnych naruszeń i błędów” ze strony komisji...
[pozostało do przeczytania 73% tekstu]
Dostęp do artykułów: