Zanim wybuchnie afera o bobra. Największy gryzoń Europy

Po aferach związanych z odstrzałem dzików, żubrów i śmierci wiewiórki szykuje się kolejna awantura. Po trzech latach funkcjonowania reglamentowanego odstrzału bobra dowiedzieli się o tym ekolodzy, którzy znów próbują wywołać polityczne zamieszanie.

Bóbr, największy gryzoń Europy, nie jest dziś w Polsce gatunkiem rzadkim. Wręcz przeciwnie. W zasadzie nie ma rzeki, strumyka czy cieku wodnego, którego te gryzonie nie zagospodarowałyby dla siebie. Zmieniają również swoje przyzwyczajenia i zajmują nawet wody, przez które nie przepływa żadna rzeka. Przyrodnicy ze zdumieniem odkrywają też, że potrafią ścinać drzewa nawet… 300 metrów od najbliższej wody. Nic więc dziwnego, że populacja bobra rośnie. Ostrożne szacunki mówią o ich liczebności w granicach 100 tys. sztuk. Niestety, wraz z rosnącą popularnością tego zwierzęcia pojawiają się również kłopoty.

Słono płacimy
Jakiś czas temu odbyłem rozmowę z jedną z posłanek opozycji. – Do mojego biura zgłaszają się mieszkańcy okręgu, którzy skarżą się, że bobry tak spiętrzają rzekę, że istnieje realna groźba pozalewania domów. Mają rację, ale przecież jak zacznę interweniować, to wybuchnie totalna histeria – mówiła. Sytuacja jest patowa, bo o aferę wziętą z kosmosu u nas nietrudno. Przecież na początku stycznia większość Polaków była przekonana, że w trzy styczniowe weekendy w ramach zaplanowanych polowań we wschodniej Polsce myśliwi zabiją 210 tys. dzików. Ostatecznie liczba ta była ponad 200 razy mniejsza i nieznacznie przekroczyła 900 osobników, ale o tym już dzisiaj się nie wspomina. Z bobrem może być podobnie, więc nikt nie chce podjąć decyzji o przywróceniu polowań na te gryzonie i wpisaniu ich na listę gatunków łownych. Politycznie „taniej” jest więc płacić za bobrze szkody. A te lawinowo rosną. Jeszcze w 2011 roku kosztowało to skarb państwa nieco ponad 10 mln zł. W 2017 roku było to już ponad 22 mln zł, a w tym roku z pewnością będzie jeszcze więcej. W...
[pozostało do przeczytania 79% tekstu]
Dostęp do artykułów: