Komedia dell’arte po polsku

Bohaterowie wchodzą na scenę

Dwadzieścia lat temu, 4 czerwca 1992 r., nocą, pospiesznie, odwołano na wniosek Lecha Wałęsy rząd Jana Olszewskiego. Słynna nocna zmiana nastąpiła w kilka godzin po tym, gdy do sejmu trafiła przygotowana przez rząd lista osób, które figurowały w aktach komunistycznych służb specjalnych jako ich współpracownicy. Polacy dowiedzieli się wtedy mnóstwa rzeczy. Że premier i minister spraw wewnętrznych to ludzie chorzy z nienawiści, których trzeba było za wszelką cenę powstrzymać, by nie podpalili Polski. Że prócz oczernienia, z prywatnych pobudek rzecz jasna, przyzwoitych osób, planowali także jakieś straszne rzeczy – mówiło się o podpaleniu lasów dookoła Warszawy i chęci aresztowania Wałęsy. Jednostki nadwiślańskie były jakoby postawione w stan gotowości, wprawdzie nie było do końca jasne dlaczego, ale można było się przecież domyślić, że zamach stanu jest precyzyjnie przygotowany. Polacy mieli się przerazić – oczy Antoniego Macierewicza błyszczały złowróżbnie w niemal każdym wydaniu „Wyborczej”, Wiadomości czy Teleekspressu.

Dobrze pamiętam ten wieczór i noc – byłam wtedy w sejmie jako dziennikarka „Tygodnika Solidarność”. Pamiętam moment, gdy najważniejsza postać przedstawienia, Lech Wałęsa, przyjechał do sejmu. Wiedział (tak jak i cały chyba wtedy parlament), że jego nazwisko znalazło się na liście jako TW „Bolek”. Zdążył już przekazać do PAP oświadczenie, że na początku lat 70. „podpisał kilka dokumentów” i bardzo szybko to oświadczenie wycofać. Kilka godzin później wydał inne – że rząd Jana Olszewskiego utracił zaufanie i żąda jego odwołania. Ale były w Sejmie także inne postaci, które odnajdujemy w dzisiejszych wersjach przedstawień tej komedii dell’arte. Wiele z nich obsadzone jest w roli dziennikarzy. Monika Olejnik – wtedy radiowa Trójka, Andrzej Morozowski radio Zet, Witold Gadomski z „Wyborczej”. Grali te same role – Gadomski pytał np. Piotra Naimskiego na konferencji prasowej, czy to...
[pozostało do przeczytania 76% tekstu]
Dostęp do artykułów: