Czy zabraknie ostrych dyrektyw?

Zmienne są wiatry historii. Jeszcze niedawno europoseł Michał Boni, znany szerszej publiczności jako TW. Znak, był jednym z najbardziej zapracowanych polityków w Brukseli, a teraz okazuje się, że w wyniku zawirowań, tego konfidenta bezpieki może zabraknąć na listach „mocnej drużyny”, którą Koalicja Europejska szykuje na wybory. Wielka to strata, pamiętamy przecież, jak po którymś z kolei zamachu Boni grzmiał na Twitterze, że „pracuje nad ostrą dyrektywą przeciw terroryzmowi”, a krytykujących go internautów obsobaczał mianem „gadaczy”. Innym razem rotacyjnie głodował, a pewnego dnia przyjął nawet lepca na twarz od Janusza Korwin Mikkego, czym obaj geniusze dali pożywkę tabloidom.

Dziś Boniego może zabraknąć na listach. Wszystko dlatego, że zaproponowano mu (zapewne w uznaniu zasług) piąte miejsce na liście w Warszawie. Wygryzła go słynna „myszka agresorka” – Kamila Gasiuk-Pihowicz. Oczywiście nie spodobało się to Boniemu, który napisał na Twitterze: „Chcę startować w Koalicji Europejskiej i robić dobrze to, co robiłem. Ale muszę mieć jakąś szansę. Nie dano mi jej. Polska musi wygrać. A ja będę jej służył w każdy możliwy sposób! Platformo, może do zobaczenia…”. Jak będzie służył? Nie wiadomo. Wiadomo jednak, że będzie trochę smutno bez Wielkiego Europejczyka, którym bez wątpienia jest Boni. Na szczęście z list KE startują nie mniej ciekawe postaci z komunistycznym rodowodem, które z pewnością nieraz zaskoczą nas swoją „działalnością”. By wymienić tylko Leszka Millera i Włodzimierza Cimoszewicza. Im laurkę wystawił sam Radosław Sikorski, mówiąc: „Oczywiście wtedy, gdy działali w PZPR, wtedy z nimi walczyłem. Ale dzisiaj oni są demokratami i ich europejskość jest autentyczna”. Jak to świadczy o pojęciu „europejskości”? No, to już inna sprawa.

 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: