Kolory nadchodzącej wiosny

Gdyby obecnej opozycji udało się znaleźć wspólny język z najbardziej poszkodowanymi ekonomicznie grupami naszego społeczeństwa, rząd byłby w nie lada opałach. Zmajoryzowana przez Grzegorza Schetynę opozycja jest jednak na tyle oderwana od realiów życia zwykłych obywateli, że rząd może spać spokojnie. Nie oznacza to jednak, że czeka nas spokojna wiosna.

Nadchodzi wiosna, a wraz z nią kolejne nadzieje na wywrócenie Polski do góry nogami. Opozycja totalna znów modli się do bożka populizmu i resentymentu – może tym razem protesty nauczycieli i blokujące Warszawę marsze feministek rozhuśtają emocje. A nuż za pomocą „zaprzyjaźnionych mediów” niemieckich i sorosowskich uda się zagotować ludziom w głowach i wyprowadzić ich na ulicę w geście sterowanej nienawiści do obecnego rządu i prezydenta. Planowane protesty są jak tlen dla pozbawionych wyraźnych idei zwolenników Grzegorza Schetyny, resztówek po PZPR skupionych wokół Włodzimierza Czarzastego, kurczących się „nowoczesnych” i wszelkiej maści propagatorów mitów z książek Karla Poppera. Obrazki z Warszawy, wyolbrzymiane później w liberalnych mediach Zachodu, pokażą, że jeszcze politycznie żyją i są zdolni do „akcji”, a więc nadal warto w nich inwestować. O ile jednak protesty w Paryżu i kilku innych europejskich stolicach powodowane są prawdziwym buntem obywateli przeciwko oderwanemu od realiów establishmentowi, o tyle próby wzniecania buntów w Warszawie napędzane są właśnie przez gasnący establishment Trzeciej RP, a ich powodzenie jest właściwie jedynym warunkiem przetrwania warstwy dotychczasowych „właścicieli Polski” na okupowanych przez nich – właściwie od czasów J.W. Stalina – pozycjach.

Czerwony Broniarz i jego akolici
Najpoważniejsze protesty zapowiada Związek Nauczycielstwa Polskiego. Od czasów przedwojennych jest to organizacja o wyraźnie lewicowym przechyle. W latach 30. aktywnymi działaczkami nauczycielskiej centrali były: Wanda Wasilewska i Janina...
[pozostało do przeczytania 68% tekstu]
Dostęp do artykułów: