Wróci klimat dla kóz? Meczące zwierzęta

Koza uważana była dawniej za zwierzę biedaków. Nie potrzebowała wiele miejsca i skomplikowanej diety, by produkować zdrowe i smaczne mleko oraz by być źródłem mięsa. Tuż przed II wojną światową zwierząt tych w Polsce było ponad 400 tys. Teraz jest o 300 tys. mniej. Kozy jednak może czekać renesans. Wszystko dzięki niskim wymaganiom tych zwierząt.

Koza wzbudza sympatię. Najwięcej o nich mówią chyba ich oczy. Wyglądają na bystre i ciekawskie, ale jednocześnie jakieś gamoniowate. Przeważnie źrenica jest ciemna i podłużna. Sprawia wrażenie, jakby ktoś na żółte tło wpasował prostokąt. Widząc taką źrenicę, nie powinniśmy się obawiać. Zadaniem naukowców są to bowiem oczy ofiary, taka ich konstrukcja pozwala po prostu zwiększyć kąt widzenia, a przez to szybciej wyczuć zagrożenie. Przez tysiące lat kozy rzeczywiście stawały się ofiarami drapieżników. Teraz jednak kojarzą się raczej z atrakcją dla dzieci. Bowiem hodowla tych zwierząt to nadal domena małych gospodarstw.

Ciężka hodowla
– W hodowli kóz były dwa przyjemne momenty. Kiedy przyjechała i kiedy po kilku latach odjechała. W międzyczasie było pasmo udręk – tak skwitował swoją hodowlę mój tata. Nasza biała koza była bezczelna. Pokazała to już podczas pierwszego spotkania, gdy bez problemu zjadła ówczesne 100 zł. Przez lata nauczyła nas, że nie ma dla niej płotu, którego nie można sforsować. Że przeważnie najbardziej smakowite są rośliny, które kosztowały człowieka najwięcej pracy, czyli róże, tuje i inne ozdobne. Zawsze trawa po drugiej stronie płotu wydawała jej się bardziej zielona niż po tej stronie, gdzie akurat stała. I zawsze znajdowała sposób, by się do niej dostać. Towarzyszył jej wciąż nasz biały kozioł. Ten, obok wszystkich negatywnych cech, był dodatkowo narwany. Potrafił atakować z rozpędu, a zaskoczony człowiek nie miał za dużo do powiedzenia. Do tego dochodził jeszcze ten zapach, a w zasadzie smród. Kto nie wie, jaki swąd wydaje cap, ten nigdy...
[pozostało do przeczytania 74% tekstu]
Dostęp do artykułów: