Którym fundacjom wolno więcej?

Z jakichś powodów środowisko „Gazety Wyborczej” i opozycji totalnej nigdy nie nazywało Jerzego Owsiaka „biznesmenem”. Autorzy i promotorzy ostatniej głośnej publikacji „GW” muszą się na coś zdecydować.

„Gazeta Wyborcza”, a w ślad za nią politycy totalnej opozycji, ogłosili, że fakt prowadzenia przez Jarosława Kaczyńskiego spraw fundacji, której jest założycielem, czyni z niego „oligarchę obracającego miliardowym majątkiem” – to słowa Krzysztofa Brejzy, posła PO. Zdaniem innego z polityków PO, Michała Szczerby, Kaczyński to „pragmatyczny, bezwzględny biznesmen”. Z kolei na Twitterze autor tekstu, dziennikarz „Wyborczej” Wojciech Czuchnowski, podał dalej następującą treść: „Z #TasmyKaczynskiego wyłania się obraz, na którym nie ma ideowego polityka, jest biznesmen, który mataczy i wykorzystuje wpływy polityczne, żeby zarobić na Polsce kolejne miliony”.

To bardzo ciekawe sformułowania – mają bowiem konsekwencje, których najwyraźniej nie przemyśleli autorzy przytaczanych wyżej słów. Przypomnijmy podstawowe fakty. Jarosław Kaczyński jest jednym z założycieli fundacji, która nazywa się Instytut im. Lecha Kaczyńskiego. Założyciel fundacji zasiada w organie, który nazywa się radą fundacji. Częścią majątku fundacji jest spółka, która planowała inwestycje opisane przez „Gazetę Wyborczą”. Jednak majątek fundacji i majątek jej założyciela to dwa odrębne majątki, które nigdy nie stworzą jednego. „Gazecie Wyborczej” ani Platformie Obywatelskiej nie przeszkadza to w budowaniu opowieści o tym, że Kaczyński jako fundator jest biznesmenem i oligarchą.

U uważnego czytelnika dziennika z ul. Czerskiej takie postawienie sprawy może budzić swego rodzaju dysonans poznawczy. Między innymi dlatego, że Instytut im. Lecha Kaczyńskiego nie jest najbardziej znaną prywatną fundacją w Polsce, a Jarosław Kaczyński nie jest najbardziej znanym fundatorem. Od wielu lat przy aplauzie zarówno „Wyborczej”, jak i kolejnych odmian totalnej opozycji...
[pozostało do przeczytania 48% tekstu]
Dostęp do artykułów: