HO HO HO!

Dawno, dawno temu, jakieś 10 kilogramów temu, gdy byłem piękny i młody, na Wyspach Kanaryjskich poznaliśmy z żoną bardzo miłe, młode małżeństwo. A ponieważ my też byliśmy młodym małżeństwem, to się zaprzyjaźniliśmy. Jakoś tak się złożyło, że nie odpowiadał nam gwar hotelu, nachalna muzyka i animacje nad basenem, więc na spółkę wypożyczyliśmy samochód i objechaliśmy całą Teneryfę wzdłuż i wszerz. Tym samochodem był Suzuki Vitara.

Świetna maszyna wjeżdżała dosłownie wszędzie, na każdą szutrową drogę, podjeżdżała pod każdą stromą górkę. A na dodatek była to otwarta wersja à la cabrio, więc żony ładnie się opaliły, wystawione na działanie kanaryjskiego słońca. W tym roku Vitara świętuje swoje 30-lecie. Oczywiście tamta „kanaryjska” wersja to nie był model, który obecnie można kupić w polskich salonach, ale siedząc za kierownicą nowej Vitary, ostatnio zmodernizowanej, powróciły wspomnienia. Zarówno tamta, jak i współczesna wersja to ładne samochody. Dzisiejsza Vitara ma w sobie elegancję i wdzięk Range Rovera Evoque. Z pewnością niewprawne oko może nawet się pomylić. Stylistyka przedniej części nadwozia nie pozostawia żadnych wątpliwości, skąd przyszła inspiracja. Zwłaszcza gdy zamówimy do suzuki opcjonalny czarny dach. Z zewnątrz poliftingowa vitara jest nowoczesna, proporcjonalna i naprawdę może się podobać. Gorzej jest w środku. Deska rozdzielcza pozostała nijaka, a w porównaniu z wcześniejszym modelem różni się tylko drobiazgami i szlachetniejszym plastikiem w górnej części. Oczywiście jeśli chodzi o elektronikę, to poprawiono coś niecoś. Marketingowo duże wrażenie robi układ reagowania przedkolizyjnego z kamerą i czujnikiem laserowym, system opuszczania pasa ruchu czy alarm zygzakowania. Lecz prawdę mówiąc, w codziennym użytkowaniu owe systemy są tak potrzebne jak naturyście szlafrok na plaży. Tym, co powinno decydować o wyborze Vitary, jest napęd na cztery koła Allgrip. W odróżnieniu od wielu konkurentów, Suzuki Vitara może mieć napęd...
[pozostało do przeczytania 49% tekstu]
Dostęp do artykułów: