Koszmarny sen pijanego cukiernika

Wygrana po francusku

Cierpliwość się opłaca, niecierpliwość szkodzi. Można zrozumieć zdenerwowanie europosłów z SP, bo na horyzoncie wybory do Parlamentu Europejskiego i chodzi o to, żeby obijać się w Brukseli przez następne lata. I jest problem. Z jakiej listy wystartują, z własnej – małe szanse. Z PiS – jeszcze mniejsze, przynajmniej tak długo, jak czołówka tej partyjki będzie wyżywać się na Jarosławie Kaczyńskim. A może z listy Platformy Obywatelskiej? Ale na to trzeba zasłużyć. Starania już widać. W ostatnich dniach Zbigniew Ziobro jakoś dziwnie zgadza się z premierem Tuskiem i prezydentem Komorowskim, a nawet, wbrew zasadom przyzwoitości, zachęca głowę państwa, by wzięła udział w „szczycie” prezydentów państw Europy Środkowej w Jałcie. Niepotrzebnie się wysila. Komorowski pojedzie do Jałty, bo co innego może zrobić prezydent państwa upadłego, zdezorientowany i zagubiony w powodzi wydarzeń, których biedak nie jest w stanie zrozumieć?

Nie sposób porównać francuskich wyborów do polskich. Bo choć kampania wyborcza na prezydenta obfitowała w różne skandale, to obywatele, przywykli do wolności słowa i poglądów, mogli w nich wybierać i samodzielnie oceniać kandydatów. I co najważniejsze, obaj, Sarkozy i Hollande, zachowali szacunek względem przeciwnika i nie przekroczyli granic kultury i cywilizacji. Sarkozy pożegnał się z funkcją godnie, patriotycznie i wyraził szacunek dla następcy. Bo jest Francuzem i ojczyzna jest najważniejsza. Tego nie da się porównać z naszym maglem, z niegodnym zachowaniem przegranego kandydata PO, Donalda Tuska, wobec prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego otoczenia. Ile jeszcze pokoleń trzeba, żebyśmy wyszli z postkomuny i weszli do świata zachodniego, potrafili szanować demokrację, wolność i prawdę?

Same znaki zapytania

Jesteśmy na cywilizacyjnym dorobku, a za nami wlecze się ogon prowincjonalnej polityki godnej elit gminnych, najwyżej powiatowych. Ale trudno...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: