Tusk jak Bolek

Donald Tusk dzień przed Świętem Niepodległości, ku uciesze gotowych i stęsknionych dziennikarzy mainstreamu, postanowił pojawić się w TenKraju, wygłaszając tyradę o rzeczywistości. Mówił o geopolityce i historii, porównywał Lecha Wałęsę do marszałka Józefa Piłsudskiego, a na koniec puścił oko i zaczął mówić o tym, że trzeba pokonać „współczesnych bolszewików”.

Oczywiście początkowo nie doprecyzował, o kogo chodzi. Po tym, jak wielbiciele Tuska zdążyli popaść trzy razy w ekstazę, a PiS wypowiedział już wszystkie słowa oburzenia, król Europy wyjaśnił: „Kiedy powiedziałem, że Polacy dziś też mogą pokonać współczesnych bolszewików, wszyscy uznali, że to było o PiS. Nawet PiS tak pomyślał. A to było o bolszewikach, o nikim innym”. Dawno nie czułem się tak zażenowany, czytając podobne tłumaczenie. Jest oczywiste, że Tusk przesadził, wyzywając miliony Polaków od bolszewików, i wystarczyło powiedzieć: przepraszam. Na to jednak króla Europy zwyczajnie nie stać. Jego pycha, ale jednocześnie medialno-polityczni akolici mu na to nie pozwolą. Dlatego też Tusk będzie kręcił, oszukiwał i udawał, że nic się nie stało. To identyczna postawa, jaką prezentuje od dwóch dekad Lech Wałęsa, który co jakiś czas opowiada brednie o komputerach losujących rozwiązania i nieustannie kręci oberki w kwestii agenturalności. Na razie magia Tuska działa, bo nadal są tabuny dziennikarzy, którzy na jedno skinienie są gotowi wychwalać jego mądrość i przenikliwość, ale i to się wkrótce skończy. Słowa o bolszewikach, przemyślane i powiedziane na chłodno, są bowiem bardziej obrzydliwe niż wszystko, co wypowiedzieli kiedykolwiek liderzy PiS-u. Do tego Tusk ma problem, bo nie jest w stanie dojrzeć, że popełnia błędy. To sprawia, iż króla Europy czeka już tylko los emerytowanego zbawcy narodu.

 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: