Polskie Orlęta. Dzieci – żołnierze wolności

W Rzeczypospolitej szlacheckiej, w której pozycja społeczna i dostatek materialny związane były z przynależnością do stanu, ten zaś wynikał z prawa dziedziczenia, wielką popularnością cieszyła się starożytna legenda o orlicy. Chcąc sprawdzić, czy wszystkie wysiedziane pisklęta są prawdziwymi orłami, matka zabierała je w lot ku słońcu. Tylko te z nich, które potrafiły znieść palące promienie i patrzeć wprost w gorejącą tarczę, były uznawane przez nią za prawowitych potomków oraz dziedziców podniebnych włości.

Tragiczne to czasy, gdy za broń muszą chwytać dzieci. Gdy nie mogą z należną wiekowi beztroską i ciekawością poznawać świata, otaczane miłością rodziców i uwagą wychowawców. Polskie Orlęta – nieodrodne dzieci Orła Białego.

Orlęta Lwowa
„Kochany tatusiu! Idę dzisiaj zameldować się do wojska. Chcę okazać, że znajdę na tyle sił, by móc służyć i wytrzymać. Obowiązkiem też moim jest iść, gdy mam dość siły, a wojska braknie ciągle dla oswobodzenia Lwowa. Z nauk zrobiłem już tyle, ile trzeba było”.  Taki list, 20 listopada 1918 r., zostawił w domu Jurek Bitschan. Jego matka, Aleksandra Zagórska, w czasie obrony Lwowa przed Ukraińcami, dowodząca w stopniu majora Ochotniczą Legią Kobiet, wspominała, że martwe ciało jej jedynego syna, pozostawione przez wycofujących się polskich żołnierzy na Cmentarzu Łyczakowskim, okryte było chryzantemami. Dziś mija setna rocznica jego śmierci – Jurek zginał tydzień przed swymi 14. urodzinami.

Bije się Jurek w szeregu,
Cmentarnych broni wzgórz.
Krew się czerwieni na śniegu,
Lecz cóż tam krew – ach, cóż? (...)
Żywi walczyli do rana,
Do złotych słońca zórz –
Ale bez Jurka Bitschana,
Bo Jurek spoczął już…
(„Ballada o Jurku Bitschanie”, sł. Anna Fischer)

Jeszcze młodszy był Antoś Petrykiewicz. O polski Lwów walczył przez blisko dwa miesiące, od początku listopada do 23 grudnia. Bił się w oddziale „...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: