Koniec rock’n’rolla

Brzydko się nam kończy Paweł Kukiz. Jego widocznie podlewane alkoholem wpisy, które w nocy z piątku na sobotę zamieścił na jednym z portali społecznościowych, pokazują, że dusza rockandrollowca niekoniecznie pomaga w życiu publicznym. Oczywiście fekalno-analne wpisy lidera ruchu swojego nazwiska można skomentować dosadniej, nie ma jednak takiej potrzeby. Jaki jest koń, każdy widzi.

Nawet jeśli Kukiz obraził się na kolejnych opuszczających jego ugrupowanie posłów, to formą, w jakiej to wyraził, ostatecznie pogrzebał się jako polityk i człowiek, którego można traktować poważnie. Generalnie jest coś ciekawego w partyjkach i ruchach, których liderzy mają potrzebę wciągania na sztandar swojego nazwiska. Janusz Palikot, Janusz Korwin-Mikke, Paweł Kukiz czy Ryszard Petru, o którym złośliwi mówili, że kropka przed nazwą partii oznaczała, iż „skończyła się, nim się zaczęła” – wszystkie te niebieskie ptaki polskiej polityki miały ambicję „zmiany zasad gry”, „zaorania sceny politycznej” i „wywrócenia stolika”. Na ten lep łapało i pewnie wciąż się łapie wielu (przeważnie młodych) wyborców. Nie ma w takiej postawie nic złego – kontestowanie polityki jest przywilejem każdego z nas. Gorzej, że wszyscy liderzy ruchów swoich nazwisk nie mieli i nie mają do zaproponowania żadnej realnej alternatywy. A zamiast zajmować się poważną polityką, dostarczają materiał do memów internetowych i paszę do quasi-publicystycznych rozważań, jak niniejsze. W filmie „Wtorek” z 2001 r. Janusz Korwin-Mikke wystąpił obok grającego główną rolę Pawła Kukiza. W tym obrazie grający postać Dawida Kukiz postanawia otworzyć w rozlatującej się stodole klub go-go. Może to jest jakiś plan? Bo choć nie chcielibyśmy oglądać menażerii politycznej tańczącej na rurach, to miejsce, w którym ich podrygi oglądaliby tylko zwolennicy tego typu rozrywek, mogłoby dobrze wpłynąć na życie publiczne. Przynajmniej byłaby jasność, że z polityką nie ma to nic wspólnego.

 
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: