Wizy, strajk i lotnisko w Berlinie

Strajk w Polskich Liniach Lotniczych LOT po raz kolejny pokazał, że nie ma sytuacji, której nie wykorzystają politycy totalnej opozycji. Ale akurat na temat LOT-u nie powinni się oni wypowiadać. Tymczasem w tle całej sprawy majaczą oprócz związkowych postulatów potężne pieniądze, które już za chwile mogą pojawić się na rynku przewozów lotniczych.

Zacięta twarz Bartosza Arłukowicza, który z byłego ministra zdrowia stał się nagle ekspertem do spraw lotnictwa, i równie pobudzona Ewa Kopacz, która od przekopywania ziemi na metr w głąb, przeszła do bujania w obłokach. Chyba nie takich sojuszników spodziewali się w rozmowach z władzami LOT-u pracownicy polskiego przewoźnika, którzy od kilkunastu dni toczą bój z prezesem Rafałem Milczarskim.

Prezes z wizją
Na pierwszy i drugi rzut oka w liniach wszystko się spina. „Wynik za 2017 rok jest o około 100 mln zł wyższy w porównaniu z rokiem 2016. Warto to zestawić z ponad 46,5-milionową stratą za rok 2015, kiedy to przejmowaliśmy odpowiedzialność za LOT” – podkreślał Milczarski, cytowany przez branżowe media. Od 2016 r. narodowy przewoźnik otworzył ponad 40 nowych połączeń, w tym dalekiego zasięgu, m.in. do Tokio, Seulu, Singapuru i Los Angeles. W planie są także Miami, przebąkuje się o Indiach. Rekordowa jest liczba pasażerów, w tym prawie 7 mln obsłużonych w 2017 r., w 2019 r. ma ich być 9 mln. Powiększa się też flota.
Sukcesy Milczarskiego są niepodważalne. Tak bardzo, że nawet „Gazeta Wyborcza” pisze o nim w pochwalnym tonie: „Pod względem finansowym wyprowadził LOT na prostą. W 2017 roku LOT osiągnął rekordowe 283 mln zł zysku netto, w tym roku ma to być 225 mln zł. Jednym z sukcesów jest też zdobycie pozwolenia na dodatkowe przeloty nad Syberią na trasie do Seulu. Miało ich nie być i LOT dopłacałby majątek, bo musiałby latać dłuższą trasą” – czytamy.
Plany są poważne. LOT liczy na budowę Centralnego Portu Komunikacyjnego, bo na Okęciu w Warszawie...
[pozostało do przeczytania 70% tekstu]
Dostęp do artykułów: