Falenta: To była wojna służb

Zarówno taśmy z „Lemongrassa”, jak i te z „Sowy i Przyjaciół” oraz „Amber Room” przynajmniej w części znalazły się w posiadaniu służb specjalnych. Po mieście mogą krążyć tylko te nagrania, które sprzedał Łukasz N. – mówi w rozmowie z „Gazetą Polską” Marek Falenta, skazany za zlecenie nielegalnego nagrywania w restauracjach polityków i biznesmenów. Z Markiem Falentą rozmawia Piotr Nisztor


Został Pan skazany na 2,5 roku więzienia za zlecenie nielegalnego nagrywania najważniejszych urzędników rządu PO-PSL i biznesmenów. Z akt tej sprawy wynika, że płacił Pan za pliki zarejestrowanych rozmów dwójce kelnerów: Łukaszowi N. i Konradowi Lasocie. Potwierdza to materiał dowodowy. Mimo to cały czas podtrzymuje Pan, że jest niewinny. Nie łatwiej było się przyznać? Może dostałby Pan wtedy wyrok w zawieszeniu.

Jestem niewinny, a teraz walczę o swoje zdrowie i próbuję się ustabilizować. Pojawiające się artykuły, które uderzają w moją godność i prywatność, nie pomagają mi. Dziennikarze opublikowali najskrytsze moje tajemnice, które wyjawiłem podczas badania u lekarza psychiatry. Jak każdy mężczyzna, który został obnażony publicznie, przeżyłem to bardzo mocno. W konsekwencji konieczna była ponowna hospitalizacja.
Od samego początku działałem dla dobra Polski, przekazując wszelką wiedzę o procederze nagrywania najważniejszych osób w państwie funkcjonariuszom Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego i Centralnego Biura Antykorupcyjnego. Świadczą o tym m.in. meldunki tej ostatniej służby, która zarejestrowała mnie jako osobowe źródło informacji o pseudonimie Prefekt. Jeden z nich – nieujawniony przez media – wskazuje, że otrzymałem zlecenie pogłębienia tematu nielegalnego procederu nagrywania w warszawskich restauracjach. W tajnych aktach sprawy funkcjonariusze przyznali, że wiedzieli o tym.

Na czym polegało to pogłębienie tematu?

Odpowiedź na to pytanie znajduje się w kancelarii...
[pozostało do przeczytania 86% tekstu]
Dostęp do artykułów: