Sarkozy walczy o przetrwanie

Symboliczna porażka

Drugie miejsce w pierwszej turze to osobista porażka Sarkozy’ego. Osobista dlatego, że tym, którzy go nie poparli, nie przeszkadza tyle jego program polityczny, co on sam. Jego styl rządzenia drażni, irytuje. Bogaci przyjaciele biznesmeni, żona modelka, wakacje na jachtach i zegarek za 50 tys. euro, to wszystko nie przysporzyło mu w dobie kryzysu sympatii wyborców. Do tego brak zdecydowania, nerwowość, niespodziewane polityczne wolty. Nie bez powodu francuski dziennik „Le Monde” napisał niegdyś: „Dajcie mu Ritalinę! (popularny lek na ADHD – red.). Potwierdza to fakt, że 64 proc. Francuzów ocenia go negatywnie, podczas gdy premier Francois Fillon od pięciu lat cieszy się niesłabnącą popularnością.

Zdaniem ekspertów Sarkozy’emu zaszkodziło także otwarcie na lewo, którego dokonał podczas swojej pierwszej kadencji, integrując polityków kojarzonych z lewicą, jak Bernarda Kouchnera, w rządzie. Bardziej konserwatywni wyborcy stracili do niego zaufanie i woleli w niedzielę oddać głos na Marine Le Pen. Nie pomogła antyimigrancka retoryka, wojownicze deklaracje walki z islamskimi terrorystami, zakaz noszenia islamskich zasłon w miejscach publicznych i zapowiedź wyjścia z traktatu z Schengen. Zaważył również kryzys, który tradycyjnie działa na korzyść lewicy. Gdy w portfelu robi się pusto, lewicowe hasła o podwyżce zasiłków i tworzeniu miejsc pracy, które stosował podczas kampanii Hollande, działają kojąco na wyborców.

Porażka Sarkozy’ego jest wysoce symboliczna. Od chwili powstania V republiki w 1958 r. żaden prezydent ubiegający się o reelekcję nie przegrał pierwszej tury. Nawet Jacques Chirac w 2002 r. wygrał w pierwszym podejściu, mimo iż uzyskał mniej niż 20 proc. głosów. Sarkozy wypadł też gorzej niż w 2007 r., kiedy po raz pierwszy ubiegał się o fotel prezydenta. Zdobył wtedy w pierwszej turze 31,18 proc. głosów, zwyciężając ze swoją socjalistyczną rywalką Segolene Royal, byłą partnerką Francois`a...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: