Epitafiumdla ery rocka

Kolejna ekranizacja bestselleru Nicka Hornby’ego,  dowcipna i w dodatku niegłupia, to dobre zamknięcie wakacyjnego sezonu. Mamy tu błąd paralaksy popełniany w ocenie odległych ideałów i bliskich osób. Film szydzi z dzisiejszego niemęskiego mężczyzny, który odda się wariackim kultom, byle nie nawiązać zdrowej, partnerskiej relacji z kobietą, nie posadzić drzewa, nie zbudować domu, nie spłodzić potomka.
 
Duncan, angielski metroseksualny idiota, wykłada na uniwerku kulturę masową, a w domu buduje kapliczkę ukochanego amerykańskiego muzyka Tuckera Crowe’a. Crow nic nie nagrywa, milczy od lat, Duncan wypisuje hymny na jego cześć, ignorując żonę Annę, aż ta wrzuci do
[pozostało do przeczytania 52% tekstu]
Dostęp do artykułów: