POKRAKA

Każdy, kto interesuje się motoryzacją, ma z pewnością modele samochodów, które darzy szczególnym sentymentem. Zazwyczaj bierze się to z młodzieńczych fantazji, które nie miały szans skonfrontować się z rzeczywistością. Dla mnie takimi motoryzacyjnymi wzorcami w czasach, gdy zbierałem resoraki, były: Peugeot 205, Ford Sierra, Renault 5 i Mitsubishi Eclipse. Gdy chodziłem do podstawówki, renówka nr 5 została moim pierwszym matchboxem w kolekcji.  Każdego kierowcę forda sierry uważałem za największego szczęściarza na ziemi. Gdy kiedyś na ulicy zobaczyłem bladoniebieskiego Peugeota 205 GT z delikatnymi, czerwonymi akcentami na karoserii, nie mogłem spać całą noc. A Mitsubishi Eclipse widziany na drodze sprawiał, że przestawałem oglądać się za dziewczynami i to w czasach, gdy na przerwach w męskim gronie rozmawialiśmy prawie wyłącznie o ostatniej stronie tygodnika „Razem”. 

Powinienem się więc cieszyć, że Mitsubishi wskrzesiło model Eclipse. Jednak tak nie jest, bo nowe wcielenie nie ma nic wspólnego z tamtym opływowym coupé, które kształtami czarowało niczym supermodelka. Obecne Eclipse Cross raczej jest kumpelą, z którą możesz wybrać się na ploty, do kina czy na weekendowy wypad za miasto. Ma fajne, modne ciuchy, wzbudza ciekawość. Lecz gdy jej się bliżej przyjrzeć, nie da się ukryć, że jest pokraką. Nowa „twarz” Mitsubishi może się podobać, nie przeczę. Wyróżnia się pewną spójnością na tle innych. Skośne oczy i ostro „cięty” grill dopełniony chromem sprawiają wrażenie solidności i nowoczesności. Jednocześnie wpisują się w stylistykę znaną z Kraju Kwitnącej Wiśni. Inne modele japońskie mają podobne elementy, które niejako definiują pojazdy z Dalekiego Wschodu, i za to należą im się brawa. Nie sposób pomylić ich z prostackim dizajnem naszych zachodnich sąsiadów czy udziwnionym stylem znad Sekwany. Lecz poza przednim pasem w modelu Eclipse Cross nic nie trzyma się kupy. Przenosząc wzrok z przodu na tył samochodu, każdy może zauważyć, że...
[pozostało do przeczytania 56% tekstu]
Dostęp do artykułów: