Zatrzymać Odysów w Itace

Wiele wskazuje na to, że „Mam w dupie małe miasteczka”, czyli słynna fraza z wiersza Andrzeja Bursy, była jednym z programowych założeń transformacyjnych elit. Narastające dekadami kłopoty małych i średnich miast coraz częściej przeszkadzają młodemu pokoleniu, które musiało na stałe związać się z metropoliami, ale często sercem wciąż pozostaje w swoich małych ojczyznach.


Przez lata przemian emigracja zarobkowa stanowiła niewypowiedziane założenie pokoju społecznego i jako takiego powodzenia polskich rodzin. Dzięki niej w wielu domach pojawiły się sensowniejsze pieniądze. Ale nierzadko podzieliła albo złamała rodziny i wykrwawiła wioski, miasteczka, małe i średnie miasta. Wyjeżdżali ludzie pracowici i zaradni, z pomysłami, sumienni pracownicy, których w Polsce oskarżano o roszczeniowość i lenistwo, gdy nie mogli znaleźć pracy na terenach zdewastowanych szokową terapią. Wyjeżdżali urodzeni społecznicy, potencjalni liderzy lokalnych wspólnot, nierzadko wychowani w patriotycznej atmosferze domu i tym bardziej zasmuceni koniecznością emigracji. Ale coraz trudniejszy rynek pracy w rodzinnych stronach, coraz częstsza przemiana małych ojczyzn w rezerwuarach taniej siły roboczej dla metropolii czynił z nich Odysów, którzy nie wrócili do Itaki i chcąc nie chcąc, musieli stworzyć swoje domy w obcych stronach.
 
W święta wracają do domów
Komunikatory internetowe, nitka światłowodu przetkana najróżniejszymi emocjami, tanie linie lotnicze, autobusy na zachód, południe i północ stały się dla nich narzędziem łączności między dziećmi i rodzicami, żonami i mężami, wnukami i dziadkami. Dziś mniejsze miejscowości, odwrotnie niż Warszawa, Kraków czy Wrocław, zaczynają tętnić życiem w okolicach wszelkich świąt. Bo polskość to wciąż wspólne świętowanie, a polskie domy są tam, gdzie w uroczyste dni gromadzą się wielopokoleniowe rodziny. Dlatego te okolicznościowe powroty w rodzinne strony są nieoczywistą manifestacją...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: