Westerplatte. Siedem dni do chwały

Po tym, jak prezydent Gdańska usiłował usunąć Wojsko Polskie z uroczystości rocznicowych na Westerplatte, warto przypomnieć czyn bojowy obrońców Wojskowej Składnicy Tranzytowej, który stał się symbolem polskiej kampanii obronnej roku 1939. Jest tym symbolem nadal, niezależnie od tego, jak rozkładały się akcenty w tej siedmiodniowej bitwie, kto i w którym momencie dowodził obroną i czy na wizerunku Westerplatte można doszukać się jakichś rys. Nie chodzi zresztą o pozbawiony wad spiżowy pomnik, ale o wymiar całościowy tej heroicznej walki. Westerplatte było, jest i będzie powodem dumy dla Wojska Polskiego.


Dla kilku już pokoleń Polaków Westerplatte jest ikoną. Ugruntowaną lekcjami historii, imionami nadawanymi szkołom czy ulicom, pieśniami, obchodami, książkami, filmem Stanisława Różewicza z 1967 r. i przede wszystkim reportażem-opowieścią spisanym przez Melchiora Wańkowicza po rozmowach z mjr. Sucharskim. Nieskazitelny obraz obrońców Westerplatte został poddany ostrej próbie po publikacjach m.in. Mariusza Borowiaka i po filmie „Tajemnica Westerplatte” Pawła Chochlewa z 2013 r.

Burza wokół Sucharskiego
Właściwie ten gorący czas polemik i całej „wojny o Westerplatte” prowadzonej w środowisku historyków i dziennikarzy zaczął się od publikacji w tygodniku „Polityka” w 1993 r. tekstu Janusza Roszko, dziennikarza i autora powieści „Westerplatte broni się jeszcze”. Roszko rozmawiał osobiście z zastępcą komendanta obrony Westerplatte, kpt. Franciszkiem Dąbrowskim. Pisząc powieść mocno osadzoną na faktach, pominął przy ostatecznej redakcji te kwestie, które mogły uderzać najmocniej w poczucie narodowej dumy związanej z obroną wojskowej składnicy. Zostały one ujawnione później. Streszczając mocno wersję wydarzeń kpt. Dąbrowskiego, chodziło o to, że według niego dowódca polskich sił na Westerplatte, mjr Henryk Sucharski, przeżył kryzys psychiczny, drugiego dnia wydał rozkaz kapitulacji, więc dowództwo obroną...
[pozostało do przeczytania 75% tekstu]
Dostęp do artykułów: