Dźwięki niezastąpione. Odszedł wybitny trębacz jazzowy

KULTURA [POŻEGNANIE TOMASZA STAŃKI]

Podobno nie ma ludzi niezastąpionych. Nawet jeśli to fakt, to na pewno są niezastępowalne dźwięki. Nie da się zastąpić czyjejś spuścizny. To, co pozostawił po sobie Tomasz Stańko, to kanon polskiego i europejskiego jazzu, cenny wkład Starego Kontynentu w dziedzictwo zbudowane na fundamencie improwizacji, swingowania i niczym nieposkromionej wizji twórczej. Tomasz Stańko był jazzem, bo jak wielu twierdzi, jazz to styl życia. Odszedł 29 lipca, dobę po Korze. Gdyby dzisiaj usunąć z tego, co nazywamy zbiorem fonograficznym, wszystkie nuty nieodżałowanego trębacza i bandleadera, to polska muzyka przypominałaby sito. Nasza historia pisana dźwiękiem instrumentów bez brzmienia trąbki Stańki byłaby szczerbata. Niewyobrażalny jest polski jazz bez albumu „Astigmatic” pianisty i kompozytora Krzysztofa Komedy, na którym Stańko pozostawił swój nieusuwalny brzmieniowy podpis. Być może nie wszyscy wiedzą, że „Astigmatic”, płyta od lat uznawana za najważniejszą w historii polskiego
     
31%
pozostało do przeczytania: 69%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

Kup subskrypcję, aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze