Żadnych zasad, tylko rozkazy!

Rząd USA nie może iść na krwawą wojnę z bossami narkotykowych karteli w Meksyku, ale może speców na taką wojnę szkolić i wynająć. Wesprze ich kasą, logistyką i sprzętem. Brolin i Del Toro zagrali to w pierwszym „Sicario”. Przenikali na obce terytorium i dopadali mafiosa z familią w rodzinnych pieleszach. Ginęli także niewinni, wpadali szpiedzy, a policjantkę po szkole (Blunt) ogarniało moralne przerażenie.

Teraz akcja jest mniej klarowna, bo chodzi o narkotyki i migrację terrorystów. Za zgodą władz nasze psy wojny rozpoczną akcję Chaos. Pod przykrywką porwą córkę bosa Reyesa, potem pod inną przykrywką ją odbiją. Zmylone mafie rzucą się sobie do gardeł. Oglądamy strzelaniny na bezdrożach pogranicza z udziałem helikopterów i broni maszynowej. Zdobywamy informacje w Afryce i Azji przy pomocy satelitów i noktowizorów. Kusimy i szantażujemy, wysadzamy w powietrze domy i samochody.

Jak w „jedynce”, oglądamy tu kulisy przemytu ludzi i biznesu narkotykowego. Sposoby rekrutacji, okrutne zasady utrzymywania lojalności przemytników i cyngli. I bezlitosne, nieliczące się z kosztami zachowania sług tzw. prawa. Te światy się spotkają, kiedy Chaos wymknie się spod kontroli, a porwana ucieknie. Bohater Del Toro ruszy ją schwytać (i ratować) we wrogim otoczeniu, tym razem bez wsparcia ekipy i władz.

„Dwójka” jest mroczniejsza od „jedynki” także w warstwie muzycznej. Brak moralnego protestu pięknej agentki, bo korporacyjna, rządowa suka (Keener) nie zna litości. Mafiosi i przeciwnicy używają podobnych metod, na zimno czyszczą pola nielegalnych starć ze swoich i wrogich soldados. Nawet na lojalności agentów trudniej budować. Znakiem nadziei okazuje się nić porozumienia między córką Rayesa i psychopatycznym Alexandro. Tych dwoje pod ogniem doświadcza uczucia nieoczekiwanej empatii. Czy na tym można budować?

Sicario 2: Soldado
Stefano Sollima
USA/Włochy 2018
[pozostało do przeczytania -3% tekstu]
Dostęp do artykułów: