Zbrodnia na naszej pamięci

Opinie [Zniszczenie archiwów wojskowych]

Słowo „skandal” to zbyt mało. W kontekście zasobów źródeł do historii czasów PRL-u to po prostu zbrodnia. Nie można znaleźć dość ostrych słów, by określić to, co stało się w latach 1990–2009 z wojskowymi zasobami archiwalnymi w Gdyni, Nowym Dworze Mazowieckim i Rembertowie. Fakt zniszczenia dziesiątków tysięcy akt, ujawniony przez prof. Sławomira Cenckiewicza, dyrektora Wojskowego Biura Historycznego, jest szokujący i wymaga drobiazgowego śledztwa oraz ukarania winnych. Ale i tak nie naprawi to wyrządzonego zła: bezcenne archiwa zostały bezpowrotnie stracone. „Stopczyk, co wy tam palicie?” – w filmie „Psy” Pasikowskiego pytał podwładnego oficer SB, a tamten bezczelnie odpowiadał, że „Radomskie” i proponował „Camele” od Franza. Tymczasem na ekranie płonęło ognisko z donoszonymi wciąż dokumentami. Widz wiedział, że pokazywane jest masowe niszczenie akt przez SB tuż po Okrągłym Stole.Koślawa wolność po roku 1989 Zacieranie śladów działania bezpieki było
     
15%
pozostało do przeczytania: 85%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze