Polska jest piękna! Lider YES dla „Gazety Polskiej”

Dla jednych mistrz progresywnego rocka, dla innych facet ze słynnego duetu Jon and Vangelis. Śpiewał również z Mikiem Oldfieldem, Toto, King Crimson i Tangerine Dream. Autor piętnastu solowych albumów, którego można posłuchać na ponad stu kolejnych, w tym 33 zespołu YES. Poeta, muzyk, ale nie tylko. Jon Anderson zdradza, za co kocha Polskę. Rozmawia Piotr Iwicki

Zacznę nietypowo. Wiem, że namalowałeś mural „Dream Dancing”. Gdzie można go zobaczyć? Jako poeta i malarz znany jesteś trochę mniej. A wiem, że to Twoja wielka pasja.

Aby go zobaczyć, nawet nie musisz ruszać się z domu (śmiech). Wystarczy wejść na jonanderson.com! Tam masz wszystko, możesz sobie nawet powiększyć mural. A samo malowanie to faktycznie dla mnie wielka przyjemność i sposób na relaks. Poezja wynika zaś z tego, że muzyka, w której się obracam, również odwołuje się do słowa.

3 czerwca koncertem w Warszawie rozpoczynacie wielką, światową, jubileuszową trasę zespołu YES. Obok Ciebie zagrają Rick Wakeman i Trevior Rabin. Widziałem fragmenty Waszych występów w USA, choćby  „Owner Of a Lonely Heart”, gdy YES trafiało do Rock’n’Roll Hall of Fame. Chyba jak wino, z każdym rokiem jesteście coraz lepsi!

Zgadzam się. Teraz jesteśmy na etapie intensywnych prób. To pochłania nas bez reszty. Kiedy gramy, cały świat przestaje istnieć. Ale wiemy, że tym, co robimy, możemy również wywołać uśmiech fanów i dla nich jest to wszystko. Dla prawdziwych fanów zespołu YES!

Jak to jest być i grać ze sobą 50 lat? Bo taki jubileusz obchodzi właśnie teraz YES...

To niesamowite. Towarzyszy nam uczucie, że nasza muzyka przetrwała przez te wszystkie lata. Ale to, co najważniejsze, my jej nie robiliśmy zakładając, że będzie dobra do radia. Moc tej muzyki wynika z tego, że była tworzona z myślą o koncertach. O kontakcie z drugim człowiekiem. I chyba w tym tkwi jej nieprzemijalność. Dzięki temu...
[pozostało do przeczytania 67% tekstu]
Dostęp do artykułów: