SAMOCHÓD NA DZIEŃ DZIECKA

Kiedy jako 16-latek jeździłem autobusem do liceum i przez okno obserwowałem peugeoty 205, ówczesne marzenie każdego nastolatka, lub nieliczne fordy sierra, do których wzdychali wszyscy w mojej klasie, albo chociażby maluchy, wyobrażałem sobie, że je prowadzę. To był najtrudniejszy okres w moim „motoryzacyjnym” życiu. Przez dwa lata cierpiałem. Po wyprawieniu 18-tki poszedłem więc na kurs prawa jazdy.

Zdałem (za pierwszym razem!) i tata pozwolił mi pojechać na przejażdżkę swoim fiatem 126 p w kolorze piasku pustyni. Pominę to, że gdy pierwszy raz samodzielnie wyjechałem na ulice Warszawy, na ślimaku pod mostem Poniatowskiego kompletnie się zgubiłem. Jednak
[pozostało do przeczytania 78% tekstu]
Dostęp do artykułów: