947 dni w niemieckim piekle KL Auschwitz. Opowieść o raporcie rtm. Witolda Pileckiego

Dodatek [70. rocznica śmierci bohatera]

„Proszę tego nie brać jako sensacyjny temat (wyłącznie) – gdyż są to przeżycia na najwyższym szczeblu – szeregu szczerych Polaków. Jest tu powiedziane mniej, niż było, gdyż wszystkiego opisać w krótkim czasie niepodobna. Nie ma tu »słowa za wiele«. Kłamstewko jakieś sprofanowałoby wspomnienia o światłych postaciach, które tam zginęły” – tak 19 października 1945 r. rotmistrz Pilecki pisał do gen. Tadeusza Pełczyńskiego, u którego zdeponował swój raport, by trzy dni później ruszyć z Włoch w kolejną misję. Wracał do Polski, żeby tak jak kiedyś z Auschwitz, teraz z okupowanego przez Sowietów kraju wysyłać meldunki o tym, co się dzieje. Jak się okazało, była to jego ostatnia misja. Aresztowany i stracony, miał zostać zapomniany na wieki. „Raport Witolda” – świadectwo obozowego piekła i historia stworzonej tam konspiracji – nie miał szans na ujrzenie światła dziennego w komunistycznej Polsce. Jedną z nielicznych osób, która na emigracji zajęła się tym tematem, był historyk
     
12%
pozostało do przeczytania: 88%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze