Kiedy gram, na nic nie zwracam uwagi! Ikona rocka, czyli Tony Levin

Wybitny muzyk, wirtuoz, kompozytor, artysta, o którego zabiegają największe gwiazdy, Tony Levin specjalnie dla „Gazety Polskiej” mówi o muzyce i życiu w trasie koncertowej oraz o pracy u boku gigantów rocka, takich jak King Crimson, Peter Gabriel czy Pink Floyd. Rozmawia Piotr Iwicki


Może zacznijmy od wymienienia zespołów i nazwisk połowy encyklopedii rocka, z którymi grałeś…
Tony Levin: (śmiech). To może zabrać sporo czasu.


Obiecuję nie wymieniać blisko sześciuset płyt, na których grasz. Ale wróćmy do artystów: trio Bozzio Levin Stevens, Peter Gabriel, legendarne formacje King Crimson, Yes, Pink Floyd, John Lennon i Dire Straits. Do tego można śmiało dodać Joan Armatrading, Alice Coopera, Cher, Seala, Davida Bowie, Tracy Chapman. Co z tego z perspektywy lat jest dla Ciebie najważniejsze?
Tak jak większość muzyków, nie oglądam się w przeszłość. Po prostu zanurzam się w tym, nad czym aktualnie pracuję, a czasami patrzę trochę przed siebie. Miałem szczęście zagrać z artystami i muzykami, od których próbowałem się czegoś nauczyć, tak aby lepiej podchodzić do własnej gry i muzyki.


Grasz na niezwykle trudnym dwunastostrunowym instrumencie Chapman Stick. To hybryda gitary basowej i gitary elektrycznej. Możesz grać basowy podkład, cały akompaniament i gitarowe solo. Pewnie często masz dylemat, bo równie zjawiskowo grasz na tradycyjnym basie elektrycznym?
Staram się, aby utwór muzyczny, piosenka czy kompozycja instrumentalna determinowały to, na czym gram. Szukam takiej barwy i arsenału artykulacyjnego w tych jednak bardzo różnych instrumentach, aby najlepiej wpisały się w koncepcję utworu. Bywa, że w miarę pracy nad kompozycją zmieniam zdanie i zmieniam instrument. To bardzo komfortowa sytuacja i kwestia wielu prób oraz eksperymentów.


Który z projektów zrealizowanych w Twojej karierze był tym najtrudniejszym?...
[pozostało do przeczytania 64% tekstu]
Dostęp do artykułów: