Polacy podbijają światowe sceny. Europa, USA, Azja...

Brema, Tokio, Nowy Jork, Londyn, Hongkong, Pekin. W programach koncertowych zagranicznych sal widzimy nazwiska najwybitniejszych postaci naszego muzycznego życia. Przestaliśmy być dodatkiem w światowym krwiobiegu. O Polaków zabiegają najważniejsze sceny operowe i filharmonie. Nasi rodacy brylują na afiszach kultowych klubów.

Z czego wynika fenomen potęgi naszej sztuki muzycznej? Znany krytyk, wielki popularyzator polskiej muzyki Adam Baruch mówi, że jeśli chodzi na przykład o jazz, to właśnie Polska aktualnie ma do zaproponowania to co najciekawsze. Podobnie jak w latach 50. i 60. minionego stulecia nadaje ton temu, co dzieje się w muzyce improwizowanej. Według krytyka polska propozycja jest świeża i artystycznie twórcza. Zapewne to właśnie sprawia, że polscy muzycy tak chętnie zapraszani są do występów tysiące kilometrów od ojczyzny. Dość wspomnieć niedawną dalekowschodnią trasę koncertową Filharmonii Narodowej, regularne występy Warszawskiej Opery Kameralnej na najbardziej prestiżowych scenach Kraju Kwitnącej Wiśni czy tradycyjne popisy Sinfonii Varsovii w ramach cyklu Szalonych Dni Muzyki, które przyciągają wielotysięczną publiczność. Muzyka poważna to nasza wizytówka, podobnie jak jazz, muzyka współczesna czy elektroniczna z pogranicza didżejskiego fachu.

Mamy status gwiazd
Jest kilka miejsc na koncertowej mapie świata, które mogą sobie uzurpować prawo do miana świątyń sztuki. Tokijskie Suntory Hall i Orchard Hall, Berliner Philharmonie, paryska Salle Pleyel, Royal Albert Hall w Londynie podobnie jak tamtejsza Royal Opera House Covent Garden, nowojorska Carnegie Hall, Lincoln Center i Metropolitan Opera… Wszędzie tam jesteśmy! Gdy wpadł mi w ręce specjalny biuletyn wydawany przez legendarną salę Carnegie Hall, na 54 strony aż 15 poświęcono lutowej gali „Gazety Polskiej” i jej nowojorskiego klubu, której tytuł zdradzał wszystko: „Ignacy Paderewski Gala Concert”. Dopełniał go istotny podtytuł: „...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: