Michnik straszy

Gdyby chorobliwa uległość sądów wobec takich żądań miała się stać normą, osiągnęlibyśmy w III RP stan, w którym nikogo nie wolno by było oceniać w żaden sposób. Stwierdzenia, że Donald Tusk jest złym premierem, a jego wyborcze obietnice były oszustwem, można by penalizować tak samo jak stwierdzenia, że Adam Michnik przez pół życia bronił ubeków, a jego gazeta od dwudziestu lat stara się zniszczyć polskość. Dotyczyłoby to także stwierdzenia, że pisarz Pipsztycki jest grafomanem, firma Bublex wpycha ludziom badziewie po bandyckich cenach, a pani Andżela jest łatwa. Każdy, kogo stać na prawników, mógłby uzyskiwać wyroki przeciwko każdej opinii, która mu się nie podoba. Mógłby? Czy – już może? Czy jest to tylko kwestia wynajęcia kogoś w rodzaju mecenasa Rogowskiego? To ciekawy problem. Jeden sędzia orzekł niedawno, że Lech Wałęsa nie jest zwykłym obywatelem, tylko szczególnie zasłużonym, i wolno mu więcej, inny, że negatywne opinie na temat Adama Michnika same w sobie stanowią naruszenie ładu społecznego. Możliwe więc, że wspomniane absurdalne wyroki są tylko dla Michnika, jako dla obywatela – podobnie jak Wałęsa – szczególnie zasłużonego. Nie wiem, czy to lepiej.

Mam dla Michnika złą wiadomość. Bez względu na to, jak długo będzie trwać jego sądowa passa, prawda pozostanie prawdą. Nawet gdyby Michnik uzyskał sejmową ustawę zakazującą oceniania go, demaskowania jego manipulacji i wyrażania o nim jakichkolwiek opinii, i tak każdy doskonale wie, że to, jak podsumował jego działalność Rymkiewicz i inni, których usiłuje uciszyć, jest w stu procentach trafne.
[pozostało do przeczytania -1% tekstu]
Dostęp do artykułów: