Kontynentalne ogłupienie

Unia Europejska, bezkrytycznie powtarzając historyjki o emisji dwutlenku węgla, sądzi, że wprowadzenie, tylko w naszej części globu, restrykcyjnych i drakońskich ograniczeń w tym względzie będzie miało jakikolwiek wpływ na klimat ziemski. Gdy ekosceptycy wskazują, że żaden z największych emitentów spalin (Chiny, Rosja, USA, Indie i Brazylia) ani myśli ograniczać konkurencyjności swojej gospodarki, by zapewnić dobre samopoczucie egzaltowanym ekologom ze starego kontynentu, a ruchy powietrza w naszej ziemskiej atmosferze nie dadzą się powstrzymać nawet najsurowszymi dyrektywami Brukseli, wówczas pada argumentacja zaczerpnięta z nauczania przedszkolnego, właściwa i skuteczna jedynie wobec najmniej niezależnych myślowo starszaków. Euro-ekolodzy powiadają bowiem, że musimy swym działaniem dać trucicielom dobry przykład. Gdybym zatem nie podejrzewał tego, co podejrzewam, sądziłbym, że Unia to zbiorowisko egzaltowanych naiwniaków. Jest jednak – jak przypuszczam – inaczej. Duńska prezydencja szczególnie zaangażowała się w tę kampanię klimatyczną nie dlatego, że Duńczycy to jakiś szczególnie naiwny naród rozmiłowany w świeżym powietrzu i niezważający na dramatyczne koszty ekologicznych fanaberii, zwłaszcza dla ich sąsiadów z Polski. Zaangażowała się w nią, by jak najszybciej otworzyć rynek europejski na swoje technologie i produkty potrzebne przy stosowaniu na szeroką skalę energetyki nowoczesnej, w szczególności wiatrowej. To klasyczna walka o rynki zbytu. I nie jest w niej istotna europejska solidarność. Jeśli otwieranie rynku dla duszącej się w skandynawskim tyglu duńskiej ekoprodukcji ma odbywać się kosztem zacofanej Polski – tym gorzej dla Polaków, myślą zapewne potomkowie Hamleta.

W podobnej do nas sytuacji są i Słowacy, i Bułgarzy, i Rumuni. Dlaczego nie protestują i nie wetują wraz z nami? Może to strach, a może zamiast globalnego ocieplenia dopadło ich nasze europejskie, kontynentalne ogłupienie?
[pozostało do przeczytania -0% tekstu]
Dostęp do artykułów: