Wenezuela - Hugo Chavez: fan marksizmu na rozdrożu

W 2010 r. na fali rosnącego niezadowolenia, po pięciu latach nieobecności, opozycja wróciła do parlamentu, tylko o włos przegrywając z socjalistyczną partią Chaveza. Dyktator utrzymał wyraźną przewagę w Zgromadzeniu Narodowym jedynie dzięki manipulacjom przy systemie wyborczym.

Przedwyborcze rozdawnictwo

Po zmianach w konstytucji większość władzy została przetransferowana w ręce prezydenta. Głosowanie do parlamentu było więc traktowane jako pierwsza próba sił przed tegorocznymi wyborami prezydenckimi. Mimo spadku popularności Chavez, jako jedyny powszechnie rozpoznawalny polityk w kraju, był uważany za ich zdecydowanego faworyta. Powątpiewano, czy doraźnie zjednoczona opozycja w ogóle zdoła wyłonić wspólnego kandydata, mogącego zagrozić urzędującemu przywódcy.

Chavez wciąż ma pełną kontrolę nad mediami i administracją państwową, które zostaną zaprzęgnięte do walki wyborczej. Dążeniom do reelekcji podporządkował też plany gospodarcze. Mimo panującego w kraju i na świecie kryzysu gospodarczego, w tegorocznym budżecie zaplanowano blisko 50-proc. wzrost wydatków, głównie na subsydia i pomoc socjalną. Grozi to wzrostem deficytu budżetowego z obecnych 5 proc. do nawet
14 proc.. Ceną za kolejne krótkotrwałe ożywienie koniunktury i poprawę nastrojów, mających zapewnić wyborcze zwycięstwo Chavezowi, może okazać się szybka ruina gospodarcza państwa.

Choroba prezydenta

Niespodziewanie wenezuelski dyktator musi się zmagać z dużo poważniejszym problemem niż polityczni przeciwnicy. W zeszłym roku wyszło na jaw, że cierpi on na raka prostaty. Wiadomość o tym padła bez ostrzeżenia w czerwcu, gdy ogłoszono, że Chavez przebywa w szpitalu na Kubie po ciężkiej operacji, a jego stan jest krytyczny. Pojawiły się nawet plotki, że może umrzeć lada dzień.

Przez kolejne miesiące politycy partii rządzącej kilkakrotnie zapewniali, że choroba została już całkowicie wyleczona, a rak...
[pozostało do przeczytania 60% tekstu]
Dostęp do artykułów: