Smoleńskie zwierciadło

Gdyby ktoś chciał sprawdzić kondycję polskiego państwa w XXI wieku, śmiało mógłby rozpocząć od analizy sposobu wyjaśniania katastrofy smoleńskiej z 10 kwietnia 2010 r.

Właśnie mija ósma rocznica tego tragicznego wydarzenia, zakończy się dziewięćdziesiąta szósta smoleńska „miesięcznica”, czy istotnie jesteśmy już blisko prawdy o tym zdarzeniu? Tragedia rządowego samolotu w Smoleńsku tylko na moment sprawiła, że uczestnicy życia publicznego zamilkli i stanęli w zjednoczonym, żałobnym kondukcie. Chwila jedności szybko jednak prysła i rozgorzał jeden z najbardziej brutalnych sporów w dziejach polskiej niepodległości. Oczywiste – zdawałoby się dla wszystkich – tchórzostwo ekipy Donalda Tuska, która oddała całe smoleńskie śledztwo w ręce Rosjan, znalazło licznych obrońców, ba, nawet wyznawców.
Rychło pojawiły się nienawistne stwierdzenia o „smoleńskiej religii”, czyli postawie tych Polaków, którzy uznali, że wyjaśnienie prawdziwych przyczyn rozbicia się samolotu jest konieczne dla polskiej niepodległości, dla odbudowania dumy, godności i spokoju psychicznego całego społeczeństwa. Smoleński spór rozgorzał nie o fakty, to było starcie pomiędzy odrębnymi wizjami Polski.
Z jednej strony wystąpili tzw. realiści, twierdzący, że więcej „niż ustalili Rosjanie” i tak nie uda się dowiedzieć, zwolennicy „teorii o brzozie”, która tak uszkodziła samolot, że rozpadł się on na kawałki. „Realiści” twierdzą do dziś, że to, co wiemy o „Smoleńsku”, to wszystko, na co dziś stać polskie państwo i naród. Z drugiej strony odezwali się Polacy, którzy nie bali się dociekać prawdy o tym tragicznym zdarzeniu, a „realistyczne myślenie” nazwali po prostu zdradą polskich interesów.
Minęło osiem lat i jedni nadal wierzą w ustalenia tzw. komisji Anodiny, a drudzy snują wizje drugiego dna tej katastrofy. Ci, którzy chcą po prostu dowiedzieć się prawdy o tym zdarzeniu, niewiele posunęli się naprzód. Dziś każda wypowiedź na temat Smoleńska nadal jest...
[pozostało do przeczytania 66% tekstu]
Dostęp do artykułów: