Stolica znad Kury. Gorące Tbilisi

Podróże [Śladami Lecha Kaczyńskiego]

Polsko-gruzińska przyjaźń jest stosunkowo młoda. Jej rozwój datuje się od czasów zesłań Polaków po upadku Powstania Listopadowego – wcześniej na Kaukaz nasi rodacy zapuszczali się rzadko. Pomiędzy dumnymi gospodarzami a przymusowymi gośćmi z wzajemnego szacunku narodziła się sympatia, która trwa do dziś. Historia gruzińskiej stolicy jak w soczewce skupia w sobie zmienne koleje losów Sakartwelo, czyli Gruzji. Miasto leży w rejonie występowania ciepłych źródeł, od czego zapewne pochodzi jego nazwa (tbili to po gruzińsku ciepło, więc Tbilisi to... Cieplice), nad rzeką o swojsko brzmiącej nazwie Kura. Tę toponomastykę z kolei wywodzi się od króla perskiego Cyrusa – albo od azerskiego słowa kur, oznaczającego niespokojną rzekę. Według legendy miasto założył Wachtang I Gorgasali, król Kartlii (Iberii kaukaskiej) pod koniec V w. n.e., ale ślady osadnictwa sięgają tutaj IV tysiąclecia p.n.e. Zaś miasto, do którego władca ten przeniósł stolicę (z niedalekiej Mcchety,
     
20%
pozostało do przeczytania: 80%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze