Literatura bez państwa

Jak udaje się przetrwać narodom bez państwa? Tylko dzięki kulturze. Dzięki własnemu dziedzictwu, mimo wszelkiej opresji, naród pozostaje niezniszczalny. To teza „Baśni niepodległej”, najnowszej pracy Bohdana Cywińskiego. To autor słynnych „Rodowodów niepokornych”, na które złożyły się wykłady, jakie w latach 1999–2003 prowadził dla białoruskich studentów w Witebsku.

Kultura polska, a szczególnie literatura w XIX w., odegrała rolę wyjątkową, stanowiła swoistą „arkę przymierza między dawnymi a młodszymi laty”. Choć o pełnej świadomości narodowej można mówić w kontekście 18 proc. społeczeństwa, to i tak grupa ta aż do XX w. wielokrotnie przekraczała liczbę aktywnych konsumentów kultury czy uczestników życia politycznego, ze zrywami powstańczymi włącznie. Jakie cele stawiała przed sobą literatura tamtej epoki? Waloryzowała rodzimy folklor, szerzyła kult zachowań patriotycznych, formułowała narodowe programy, budziła nadzieje wyzwoleńcze i dostarczając społeczeństwu wzorców ideowo-moralnych, skłaniała całe warstwy do narodowego rachunku sumienia. Jednocześnie obficie czerpała z wielowiekowej tradycji i kultury Kresów, gdzie rozkwitała najbujniej. Przetrwała i owocowała na emigracji, wysyłając ożywcze impulsy do podzielonego kraju. Jej wieszczowie odgrywali role zastępczych przywódców, a zarazem wielkich wychowawców. Mickiewicz, a dla następnych generacji Sienkiewicz, byli czymś więcej niż tylko pisarzami. To wielka zaleta naszej literatury – twierdzi Cywiński – lecz zarazem pewna słabość. Nie dość uniwersalistyczna i mało komunikatywna dla obcych, ze swojskim nawiązywała głęboki kontakt w sferze wartości. Pytanie, czy nadal jest potrzebna, uzyskuje u mnie odpowiedź twierdzącą.

Bohdan Cywiński „Baśń niepodległa”
Editions Spotkania
Warszawa 2017
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: