Problem z Goldhagenem

Dodano: 28/02/2012 - Nr 9 z 29 lutego 2012

Dobre intencje brukujące piekło I dokładnie taką samą „metodę” zastosował Godhagen w „Wieku ludobójstwa”. Ta wydana przez wydawnictwo Znak książka jest wielkim aktem oskarżenia przeciwko ludobójcom. „Nie powinniśmy używać strony biernej, która pomija obecność aktorów – tego a tego dnia zostało zabitych tylu a tylu Ormian, Chińczyków, Żydów, bośniackich muzułmanów lub Tutsi – zamiast tego powinniśmy używać strony czynnej. Powinniśmy zadbać o to, by nazywać sprawców po imieniu i nie obawiać się mówić, że są to Turcy, kiedy to Turcy, że Japończycy, kiedy to Japończycy, że Niemcy, kiedy to Niemcy, że Sowieci, kiedy to Sowieci, że Amerykanie, kiedy to Amerykanie, że Serbowie, kiedy to Serbowie, że Hutu, kiedy to Hutu, że polityczni islamiści, kiedy to polityczni islamiści” – przekonuje Goldhagen. Szlachetna intencja napiętnowania morderców sprawia jednak, że zimny historyk zastąpiony zostaje w tej książce prokuratorem, i to niekiedy stalinowskim. Amerykański historyk nie
     
16%
pozostało do przeczytania: 84%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze