Problem z Goldhagenem

Dobre intencje brukujące piekło

I dokładnie taką samą „metodę” zastosował Godhagen w „Wieku ludobójstwa”. Ta wydana przez wydawnictwo Znak książka jest wielkim aktem oskarżenia przeciwko ludobójcom. „Nie powinniśmy używać strony biernej, która pomija obecność aktorów – tego a tego dnia zostało zabitych tylu a tylu Ormian, Chińczyków, Żydów, bośniackich muzułmanów lub Tutsi – zamiast tego powinniśmy używać strony czynnej. Powinniśmy zadbać o to, by nazywać sprawców po imieniu i nie obawiać się mówić, że są to Turcy, kiedy to Turcy, że Japończycy, kiedy to Japończycy, że Niemcy, kiedy to Niemcy, że Sowieci, kiedy to Sowieci, że Amerykanie, kiedy to Amerykanie, że Serbowie, kiedy to Serbowie, że Hutu, kiedy to Hutu, że polityczni islamiści, kiedy to polityczni islamiści” – przekonuje Goldhagen.

Szlachetna intencja napiętnowania morderców sprawia jednak, że zimny historyk zastąpiony zostaje w tej książce prokuratorem, i to niekiedy stalinowskim. Amerykański historyk nie bawi się w budowanie niuansów, nie szuka wyjaśnień politycznych jakichś działań, tylko atakuje, niszczy, gromi. A do tego wykazuje się niezwykle często totalną nieznajomością historii czy nawet stosunków międzynarodowych. W Kosowie, jego zdaniem, stali naprzeciw siebie Serbowie i... Kosowianie. Nazwa Albańczycy w ogóle nie pada, co jest jednak pewnym dość istotnym niedopatrzeniem. A w efekcie obraz szkicowany przez Goldhagena jest nieprawdziwy, nie uwzględnia bowiem konkretnej sytuacji historycznej i politycznej. Nie inaczej jest, gdy historyk analizuje prawicowe reżimy latynoskie. Czytelnik może się dowiedzieć z książki tylko tego, że zły Pinochet mordował ludzi lewicy, ale nie dowie się już, że wcześniej komuniści mordowali masowo ludzi prawicy, i że działania generała, zapewne przesadzone, były obroną przed niebezpieczeństwem, jakim dla każdego kraju i jego obywateli są rządy komunistów.

Polacy jako ludobójcy

Braki w...
[pozostało do przeczytania 65% tekstu]
Dostęp do artykułów: