Widoki obrońcy Auckland. NOWA ZELANDIA

Z obawy przed rosyjskim ekspansjonizmem wybudowano fort, broniący główne miasto Nowej Zelandii. Działo się to niemal 150 lat temu, a dziś stanowi ciekawe świadectwo historii oraz znakomity punkt turystyczny i – przede wszystkim – widokowy.

Nowa Zelandia wygląda na mapie jak but ze sztylpą, nieporządnie porzucony w bezmiarze błękitu Oceanu Spokojnego. To ląd stosunkowo młody (w skali geologicznej, oczywiście), wydźwignięty na powierzchnię siłą wulkanów. Co ciekawe, jedynymi endemicznymi ssakami są tu nietoperze; Maorysi pojawili się tu zaledwie 300–400 lat przed Europejczykami. Odkrywcy zawarli wtedy z odkrywanymi układ, który jest podstawą funkcjonowania państwa do dziś.

Największe miasto tego wyspiarskiego kraju – Auckland – to bardzo rozległa aglomeracja, rozłożona wśród niewysokich wzgórz wulkanicznych wokół obszernej zatoki o poszarpanej linii brzegowej. Od północy zamyka ją cypel, zwieńczony dwoma wygasłymi wulkanami: North Head i Mount Victoria. Wokół nich rozrosło się miasteczko Devonport, obecnie dzielnica Auckland. Wyjście z zatoki oddziela od oceanu obrazkowo regularny stożek kolejnego wulkanu – wyspy Rangitoto, obecnie rezerwatu przyrody, udostępnionego do zwiedzania. U stóp North Head rozpościera się słynna plaża Cheltenham Beach, uchodząca za najpiękniejszą w Auckland. Jej główną atrakcją, prócz czystego piasku i kryształowej wody, jest właśnie widok na Rangitoto.

Położenie na bardzo odległym uboczu zawsze stanowiło główną linię obrony Nowej Zelandii. Do jej podboju miałby wystarczyć jeden gang motocyklowy z Sydney, jak drwią Australijczycy z nielicznych i raczej lekko uzbrojonych sił zbrojnych tego państwa. Ale nie zawsze tak było, czego pomnikiem jest właśnie North Head.

W latach 80. XIX wieku azjatycka rywalizacja Wielkiej Brytanii oraz Rosji po raz drugi (po wojnie krymskiej) zaczęła zmierzać w stronę konfliktu zbrojnego. Wówczas, na fali obaw przed rosyjską flotą, rozpoczęto...
[pozostało do przeczytania 54% tekstu]
Dostęp do artykułów: