Jestem głodny Dakaru!

Z Maciejem Giemzą, motocyklistą ORLEN Teamu rozmawia Artur Szczepanik

Przed Panem impreza sportowa życia – rajd Dakar. Na jakim etapie przygotowań do niej Pan się teraz znajduje?
Na najbardziej intensywnym. Trenuję codziennie i są to na przemian ćwiczenia fizyczne i motocyklowe. Tak będzie aż do jednego–dwóch tygodni przed startem imprezy, czyli do 6 stycznia. Ostatnie dni poświęcę na regenerację organizmu i przygotowanie do wielkiego wysiłku.

Na Dakarze raczej rzadko można oglądać w akcji 22-latków.
Zgadza się. Większość kierowców będzie bardziej doświadczonych niż ja, ale nie uważam, że jestem za młody. Za mną bardzo dobry sezon, zostałem mistrzem świata juniorów w rajdach terenowych, każde zawody, w których startowałem, kończyłem bez większych problemów. Teraz moim celem jest dojechanie na metę Dakaru i myślę, że wiek nie gra tu żadnej roli.

W Ameryce Południowej jeszcze Pan nie jeździł?
Nigdy, ale w tym sezonie mam za sobą tyle startów, że przetestowałem już wszystkie nawierzchnie, które czekają nas na Dakarze. Tak przynajmniej mówił mi mój doświadczony kolega i mentor Jacek Czachor. Według niego w Ameryce czeka mnie taka przeplatanka tego, co przerabiałem w tym roku. W Dubaju jeździłem po wydmach, w Katarze po twardej nawierzchni pustynnej, w Maroku, w rajdzie, który nazywa się „małym Dakarem”, po wszystkim innym. Zebrałem całą masę doświadczeń i mam nadzieję, że to zaprocentuje.

Ściganie się na wysokości 4–5 tys. metrów to też dla Pana nowość.
Tak, ale podjąłem już pewne profilaktyczne działania. Jeżdżę do Krakowa na zajęcia w specjalnej komorze tlenowej. Trenuję tam w warunkach podobnych do tych, które mnie czekają w Peru, Boliwii i Argentynie, czyli zmniejszonej zawartości tlenu – w takich warunkach człowiek szybciej się męczy. Od kolegów słyszałem jednak, że każdy organizm inaczej reaguje na wysiłek na...
[pozostało do przeczytania 29% tekstu]
Dostęp do artykułów: