Ważne, by kochać! Różaniec do granic

Od tysiąca lat istnieje w Polsce tradycja wspólnej modlitwy, która jednoczy nas w trudnych chwilach i wyprasza łaski potrzebne w sytuacji zagrożeń. Mieszko I oddał swe państwo w opiekę Bogu, a wpisując je przez własny chrzest w obszar cywilizacji chrześcijańskiej, wprowadził do niego całą polską wspólnotę.

Rycerstwo przed bitwami śpiewało „Bogurodzicę” i „Te Deum”, królowie poświęcali losy państwa Opatrzności Bożej, składali śluby Matce Bożej, powierzano Polskę Bogu i przed bitwą pod Wiedniem w 1863 r., i pod Warszawą w 1920 r. Cały okres zaborów to był czas wytężonej, wspólnej, grupowej modlitwy o Wolność, a różaniec stanowił narzędzie duchowe, dzięki któremu upraszaliśmy szczególnych łask. Także okres okupacji, a potem PRL-u to nie tylko walka zbrojna czy konspiracyjna działalność, lecz także – modlitwa. W Wielkiej Nowennie cały naród dziękował i prosił o opiekę w tysiąclecie chrześcijaństwa na ziemiach polskich.

Niemiła Złemu
Gdy jednak ostatnio polscy katolicy ruszyli wspólnie do granic Polski, by modlić się o pokój na świecie oraz bezpieczeństwo Ojczyzny i Europy – zostali wściekle zaatakowani. Zarówno przez środowiska polskie, jak i zagraniczne. Chyba jednak sprawdza się to, że modlitwa różańcowa jest niemiła Złemu – widać to po szczególnej zapiekłości wypowiedzi wymierzonych w modlitewną inicjatywę „Różaniec do granic”.
Polskie media politycznie poprawne nie do końca wiedziały, jak się rozprawiać z akcją różańcową, więc uderzały, owijając kij mokrą szmatką, aby nie było śladów. Pisano o „kontrowersyjności”, a jednocześnie podkreślano fakt, że modlitwa na różańcu nie powinna być zwrócona przeciwko komukolwiek. Zupełnie tak jakby była! Sam fakt, że była odmawiana w rocznicę bitwy morskiej pod Lepanto, w której wojska Świętej Ligi i Republiki Weneckiej pokonały statki Imperium Otomańskiego, był wystarczający za uznanie jej jako wymierzonej w imigrantów! Chociaż nigdzie i nikt takich intencji...
[pozostało do przeczytania 79% tekstu]
Dostęp do artykułów: