Technologia zbrodni

Wśród przyjemności związanych z czytaniem literatury popularnej niemałą rolę odgrywa zaskoczenie. „Chemik” Stefanii Meyer zaskakuje podwójnie. Po pierwsze, autorka specjalizująca się dotąd w młodzieżowych opowieściach o wampirach (zekranizowana saga „Zmierzch”) śmiało wkracza do gatunku politycznej sensacji z rozmachem, jakiego nie powstydziliby się Tom Clancy i Robert Ludlum.

Po drugie, poruszając się w mrocznym świecie tajnych służb USA, wchodzi na zaniedbaną dotąd ścieżkę, jaką jest państwowe skrytobójstwo za pomocą środków farmakologicznych. Wprawdzie była to domena głównie służb sowieckich, ale w krytykowaniu własnego państwa pani Meyer podąża utartymi szlakami swoich wielkich poprzedników i niczego nie zdradzę, jeśli ujawnię, że na końcu okaże się, iż zabójcza seria była inicjatywą prywatną przy pomocy środków państwowych. W dodatku bohaterem powieści nie jest superagent w stylu Jasona Bourne’a, lecz krucha kobieta o nienadzwyczajnej urodzie, w akcji większą rolę odgrywa zaś walka za pomocą umysłów niż broni, chociaż udział w rozgrywce psów obronnych może zaszokować każdego miłośnika zwierząt. Nie sposób nie podziwiać wiedzy autorki w zakresie toksykologii i technik przesłuchiwania. (Sceny z udziałem bohaterki i jej więźnia przekraczają wszystko, co zdarzyło mi się dotąd czytać). Również nieprawdopodobny wątek erotyczny (nawiązujący do syndromu sztokholmskiego) staje się po pewnym czasie całkiem przekonywający. W sumie 500 stron adrenaliny i na zakończenie poczucie ulgi, ze w naszym świecie takie historie są niemożliwe. Chyba…

Stephenie Meyer „Chemik” Edipresse Warszawa 2017
[pozostało do przeczytania -2% tekstu]
Dostęp do artykułów: