W Chicago – największym „polskim” mieście

Felieton [Widziane z Brukseli]

Właśnie pierwszy raz byłem w Chicago ‒ trzecim co do wielkości mieście USA i największej „polskiej” aglomeracji: ma w niej mieszkać 2 mln Polaków, z czego połowa z nich mówi po polsku. Po drodze z Polski do Waszyngtonu miałem raptem kilkanaście godzin, żeby dotknąć to miasto kontrastów. Bo z jednej strony to właśnie tutaj, o czym mało kto wie, jest największy poza Luwrem zbiór dzieł malarzy impresjonistów, a z drugiej ‒ to obszar olbrzymiej przestępczości. Codziennie ginie tu kilka osób, czasem więcej. To głównie efekt porachunków między rywalizującymi gangami. Policja ponoć przymyka na to oczy, bo gangsterzy wybijają się nawzajem, więc chicagowskie gliny mają więcej czasu, żeby zająć się ochroną obywateli. Było wyjątkowo ciepło, stąd mogłem oglądać skąpane w słońcu pomniki Kościuszki i Kopernika, które przykuwają wzrok mieszkańców i turystów w jednym z najbardziej uczęszczanych miejsc Chicago – promenadzie nad jeziorem Michigan. Polskość zresztą przebija tu na każdym
     
36%
pozostało do przeczytania: 64%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze