Zatonąć w meksykańskiej fali. Sielskie życie na Karaibach

PODRÓŻE [MEKSYK]

„Polaco” w Meksyku brzmi dumnie. Mieszkańcy tego kraju, tak samo jak my, kochają Jana Pawła II. Drugim najbardziej rozpoznawalnym Polakiem jest… Grzegorz Lato, który grał w meksykańskiej lidze MX. Czerwone i białe bandany na głowie, gołe torsy i opuszczone na biodra dżinsy. W świetle mrugającego neonu grupa młodych Meksykanów szarpie się przed pobliskim nocnym klubem. Srebrne zęby błyskają co pewien czas w ciemnościach, aż w końcu pojawia się nóż w rękach napastnika. To nie scena z gangsterskiego filmu, taki kadr utrwalił mi się w pamięci, gdy dojeżdżałem do hotelu na obrzeżach wypoczynkowego miasta Cancun. Jak większość półwyspów na świecie, tak i Jukatan swoim kształtem przypomina język. Lądując na lotnisku w Cancun, które leży na wybrzeżu Morza Karaibskiego, turysta trafia na niekończącą się imprezę, tańce i strefę resortów hotelowych. Nazwa miasta pochodzi od „Kaan kuum”, co u starożytnych Majów znaczyło „gniazdo węży”. Kto lubi, ten zostaje. W tequilowym raju na
     
21%
pozostało do przeczytania: 79%

Artykuł dostępny tylko dla subskrybentów

SUBSKRYBUJ aby mieć dostęp do wszystkich tekstów www.gazetapolska.pl

Masz już subskrypcję? Zaloguj się

* Masz pytania odnośnie subskrypcji? Napisz do nas prenumerata@gazetapolska.pl

W tym numerze