Pięć jajek, trzy złota. Pasmo sukcesów Anity Włodarczyk

Anita Włodarczyk na mistrzostwach świata w Londynie po raz trzeci zdobyła złoty medal. Zrównała się tym samym z inną mistrzynią rzutu młotem – Kubanką Yipsi Moreno. Co ciekawe, nasza mistrzyni zdeklasuje ją jeszcze przed kolejnymi mistrzostwami, które za dwa lata odbędą się w katarskiej Dosze.


Włodarczyk w Londynie trochę postraszyła polskich kibiców. Nikt nie wiedział, że na starcie stanęła z kontuzjowanym palcem – pękła jej torebka stawowa. Rzucała źle, ale w czwartej próbie w końcu wyszła na prowadzenie, a potem okazało się, że wynik 77,90 m był tego dnia nieosiągalny dla rywalek i Anita mogła się w końcu po raz pierwszy w tym konkursie uśmiechnąć.


Wcześniej nic nie zapowiadało, że ten konkurs będzie tak nerwowy. Włodarczyk na śniadanie zjadła pięć jajek na twardo – o jedno mniej niż rok temu przed „złotym” konkursem młota w Rio de Janeiro. W serii próbnej, która nie była mierzona, w jednym z rzutów popisała się odległością ok. 80 m, czyli w swojej normie (rekord świata ustanowiony rok temu przez Polkę wynosi 82,98 m). W czasie konkursu okazało się jednak, że palec mocno dokucza. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i Włodarczyk mogła się cieszyć z medalowego prezentu, który sprawiła sobie na 32. urodziny, obchodzone 8 sierpnia, dzień po konkursie.


– To był najtrudniejszy konkurs w mojej karierze – przyznała mistrzyni, która w Londynie wygrała po raz 41. z rzędu. – Jego scenariusz miał być inny, od początku miałam zamiar zrobić show. Zrobiło się jednak bardzo nerwowo. Czuję niedosyt – powiedziała Włodarczyk. Miała prawo do niezadowolenia, bo przeszła jej koło nosa premia, którą IAAF przyznawała za pobicie na mistrzostwach rekordu świata. Wynosiła ona 100 tys. dol. Włodarczyk nie ukrywała, że jest gotowa złamać barierę 83 m. Całe udane przygotowania wzięły jednak w łeb z powodu kontuzji palca.


W najbliższych dniach IAAF może poprawić jednak Anicie humor. Polka już wie,...
[pozostało do przeczytania 27% tekstu]
Dostęp do artykułów: