Strachy na Lachy

Spadek bezrobocia w Polsce osiągnął kolejny rekord – teraz jest to poziom 7,1 proc. W świetnej sytuacji jest budżet państwa – w lipcu nadwyżka wyniosła niemal 6 mld zł. Złotówka jest najsilniejszą walutą świata, a Polska jest umieszczana w rankingach jako najbardziej atrakcyjny gospodarczo kraj w regionie. Narodowy Bank Polski prognozuje wzrost gospodarczy na poziomie 4 proc.

To tylko kilka informacji z ostatniego tygodnia dotyczących stanu państwa. Gdyby powyższe zdania jako proroctwo tego, co się stanie w Polsce, gdy zacznie rządzić PiS, napisał jakiś publicysta przed wyborami w 2015 r., zapewne wszyscy wyśmialiby go jako niepoważnego fantastę. Obowiązywała przecież doktryna, że rządy PiS dla gospodarki mogą oznaczać same wstrząsy, że socjalne propozycje wyborcze zrujnują budżet, a partia Jarosława Kaczyńskiego nie ma po prostu sensownych fachowców od gospodarki. Gdyby wygrał PiS, mogłoby dojść w gospodarce wyłącznie do katastrofy.

Kataklizm miał nieubłaganie nadchodzić także – co oczywiste – gdy PiS już wybory wygrał i rozpoczął realizować swój program. Politycy upadłego rządu i upadłych formacji rozdzierali szaty nad grożącą zapaścią finansów publicznych, która właściwie lada dzień, lada miesiąc najmarniej miała nastąpić niechybnie – ale nie następowała. Liczono na zawirowania w gospodarce wynikające z akcji totalnej opozycji oczerniającej nasz kraj za granicą – agencje ratingowe miały obniżać ratingi, zagraniczni inwestorzy wycofywać inwestycje, kapitał miał odpływać… Wysiłki polityków PO spełzły jednak na niczym. Poważne agencje ratingowe opierające się na twardych, mierzalnych danych ekonomicznych nie mogą być narzędziami w walce politycznej, bo wtedy stają się kompletnie niewiarygodne, a bez wiarygodności ich praca jest na nic. Arytmetyka stawia opór propagandzie i panowie Schetyna z Petru nie są w stanie nic na to poradzić. Co innego tam, gdzie konkrety mają mniejsze znaczenie – efektem czarnej agitacji działaczy PO...
[pozostało do przeczytania 46% tekstu]
Dostęp do artykułów: