Mam współpracować z prokuraturą? Rosjanie interpretowali to inaczej

– W gówno zostałem wprowadzony. Ty nawet nie masz pojęcia. Wiesz, co zrobili, jakiego knota? Ty brałaś w tym udział? Podpisałaś się pod tym? – takimi słowami płk Klich zwraca się do współpracowniczki z Komisji Badania Wypadków Lotniczych. Jego pytania dotyczą powołanej 15 kwietnia 2010 r. przez rząd komisji ds. zbadania katastrofy smoleńskiej, na czele której stanął na krótko polski akredytowany (potem nazywana była komisją Millera, od nazwiska następnego przewodniczącego). Przestraszona koleżanka zarzeka się, że nie brała udziału w tym posiedzeniu Rządowego Centrum Legislacji, na którym zapadały decyzje.

Mała reprymenda od ministra, czyli inny poziom stresu

Rozmowa Edmunda Klicha ze współpracowniczką z komisji została zarejestrowana 22 kwietnia 2010 r. Akredytowany wrócił właśnie z narady u ministra obrony, gdzie – jak ocenia – otrzymał „małą reprymendę”. – Jestem na innym poziomie stresu – rzuca.

Jak w grudniu ujawniły „GP” i „Codzienna”, publikując stenogramy z potajemnie nagranej przez Edmunda Klicha narady u ministra z udziałem szefa Sztabu Generalnego gen. Mieczysława Cieniucha, polski akredytowany został obsztorcowany za przedwczesne, zdaniem Bogdana Klicha, wnioski dotyczące odpowiedzialności Rosjan za katastrofę. Chodziło o to, że polscy eksperci już pięć dni po katastrofie mieli wystarczające dowody świadczące o winie Rosjan i złożyli w tej sprawie stosowny raport na ręce ministra.

Zostałem wpakowany w gówno

Podczas rozmowy ze współpracowniczką najbardziej niepokoją Edmunda Klicha zasady funkcjonowania świeżo powołanej komisji. W szczególności, czy będzie musiał kooperować z prokuraturą wojskową, z którą ma otwarty konflikt. Polski akredytowany przy MAK oburzał się, że zasady pracy komisji zmuszają go do tej współpracy, wbrew temu, co sobie życzyli Rosjanie.

– Czytaj, jak na podstawie załącznika 13 wygląda współpraca z prokuraturą – zwraca się do...
[pozostało do przeczytania 52% tekstu]
Dostęp do artykułów: